piątek, 30 sierpnia 2013

Scenariusz 8- ,,Taneczno-zimowy zawrót głowy''

 Scenariusz na zamówienie dla: Yui Tamashi ~Miłego czytania!


Pocierałaś o siebie zmarzniętymi rękami, by choć trochę się rozgrzać. Dłonie marzły ci niemiłosiernie, nawet jeżeli miałaś na sobie rękawiczki. Był sam środek zimy, a ty wracałaś ze szkoły. Dzień za dniem mijałaś to samo studio tańca, choć nigdy zbytnio cię nie interesowało. Dziś coś cię tknęło. Postanowiłaś zatrzymać się przy ogromnej szybie, ukazującej salę pełną luster.  Przetarłaś rękawiczką oszronioną powierzchnię i zajrzałaś do środka. Zobaczyłaś tam płynącego po parkiecie blondyna, który poruszał się z niesamowitą gracją. Jego luźna koszulka powiewała wraz z dynamicznymi ruchami, które wykonywał z ogromną prędkością. Jedną nogawkę spodni miał podwiniętą do kolana, druga zaś opadała luźno na kostkę. Podeszwy sportowych butów uginały się delikatnie wraz z każdym stąpnięciem na błyszczącą od potu podłogę. Włosy związane miał w kucyk, a luźne pasma opadały na jego zmęczoną, ale wciąż piękną twarz. Wydawał ci się znajomy, jednak nie do końca wiedziałaś, czy kiedyś się spotkaliście.  Oglądałaś go jeszcze przez chwilę, lecz postanowiłaś pozostać niezauważoną i ruszyłaś w dalszą drogę do domu. „Jutro też tutaj przyjdę”, pomyślałaś. Zimno przestało ci doskwierać, a ty pokonałaś resztę do drogi do domu, nucąc swoją ulubioną piosenkę.  Przez cały dzień byłaś jakaś nieobecna, choć wiedziałaś, że musisz przestać żyć marzeniami o tańczącym blondynie. Jutro czekał cię test z historii Korei, a ty jeszcze nie zaczęłaś się do niego uczyć. Zaparzywszy swoją ulubioną, zieloną herbatę, usiadłaś ze skrzyżowanymi nogami na łóżku i spojrzałaś tęsknym wzrokiem za okno, lecz twoje spojrzenie natrafiło na leżący na parapecie podręcznik do historii. „Raz kozie śmierć. I tak tego nie unikniesz.”, pomyślałaś i zabrałaś się do nauki.
***
Usłyszałaś irytujący, piszczący dźwięk budzika. Gdy otworzyłaś zlepione, ciężkie powieki, światło poranku poraziło cię swoim jasnym blaskiem. Na zegarku widniała siódma rano. Przeciągnęłaś się ciężko, słysząc delikatne strzykanie w okolicach szyi i barków. Zasnęłaś z książką od historii na nogach i zeszytem pod głową. Mimo wszystko byłaś szczęśliwa, bo dotarło do ciebie, że zanim zasnęłaś, zdążyłaś już opanować cały materiał. Z pozytywnym nastawieniem zaczęłaś szykować się do szkoły. Zgarnęłaś z biurka wyprasowany przez twoją mamę mundurek i poszłaś do łazienki. Za dziesięć ósma wybiegłaś do szkoły. Sprawdzian z historii był na pierwszej lekcji.
***
-Jak ci poszło? – Spytała twoja przyjaciółka.
-Mam nadzieję, że dobrze. Chyba dobrze. Uczyłam się całą noc!
Obie miałyście miny, jak po jakiejś morderczej wyprawie. Sprawdzian wycisnął z ciebie wszystkie soki, a ty ledwo zdążyłaś wypełnić luki w teście. Mimo tego, byłaś z siebie zadowolona i wiedziałaś, że twoje wysiłki nie poszły na marne. Korzystając z długiej przerwy, wyjęłaś z torby wodę i usiadłaś z przyjaciółką na parapecie. Przymknęłaś lekko oczy i westchnęłaś głośno. Rozejrzałaś się po korytarzu, a twoim oczom ukazał się znajomy blondyn. Stał praktycznie naprzeciw ciebie, jednak odwrócony plecami.
-Yuri, wiesz, kto to jest?- Spytałaś przyjaciółkę zaciekawiona.
-Jasne. To Ren.  A ci obok to BaekHo, JR, Aron i MinHyun. Naprawdę nigdy nie słyszałaś o tej fantastycznej piątce? Ta czwórka zawsze trzymała się razem, jednak prawdziwego blasku dodał im Ren, który przeniósł się do naszej szkoły w tym roku.
A więc to tak. Tancerz był seniorem w twojej szkole, a ty jakimś cudem go nie zauważyłaś. Dzwonek zadzwonił szybciej niż się spodziewałaś. Zeskoczyłaś z parapetu, poprawiając założone na rajstopy podkolanówki, a gdy podniosłaś głowę, napotkałaś jego wzrok. Ren uśmiechnął się do ciebie delikatnie, a twoja szczęka pewnie właśnie wylądowała na podłodze. Wolałaś sobie nie wyobrażać, jak bardzo nieatrakcyjnie musiało to wyglądać. Blondyn w uroczy sposób zachichotał, przykładając dłoń do ust. Przygryzł przy tym lekko dolną wargę, a ty w tej chwili kompletnie straciłaś kontakt z rzeczywistością. Ren zdążył się odwrócić i wejść do klasy, a ty wciąż stałaś jak słup soli. Zrozumiałaś, co się dzieje, dopiero gdy koleżanka szturchnęła cię w ramię.
-OGARNIJ SIĘ! Prawie wszyscy weszli już do klasy!
Potrząsnęłaś głową, złapałaś torbę i rzuciłaś się pędem przez korytarz. Następną lekcją miała być biologia. Jeszcze tylko sześć godzin.
***
Dziś mróz nie przeszkadzał ci tak jak wczoraj. W drodze powrotnej ze szkoły rozpierała cię energia i ciekawość, czy i dzisiaj zobaczysz Ren’a w studiu tańca. Zatrzymałaś się przy tej samej szybie, tak samo ścierając rękawiczką szron z okna.  Tańczył tak samo jak wczoraj, tym razem z rozpuszczonymi włosami, opadającymi lekko na oczy. Przycisnęłaś policzek do szyby, już nie zastanawiając się, czy cię zauważy. Był zbyt pochłonięty tańcem. Poruszał się nie do końca ludzko. Tak szybko i płynnie. W jednej chwili poczułaś lekkie stukanie w ramie. Za tobą stał BaekHo. Poczułaś się, jak kryminalistka przyłapana na gorącym uczynku. Naprawdę niezręczne uczucie.
-Dzień dobry pani! Co pani tutaj robi?
-Ja zatrzymałam się, żeby…
-Popatrzeć na Ren’a? Nie ty jedna, mała. Chcesz go poznać?
Nawet nie zdążyłaś odpowiedzieć, a BaekHo złapał twoją rękę i zanim przyszło ci do głowy zaprotestować, on pociągnął cię w stronę wejścia. Przekroczyliście próg studia, strzepując głośno śnieg z butów. Zauważywszy was, Ren zatrzymał muzykę i pomachał wam, uśmiechając się przy tym ciepło. Jego czoło lśniło od potu, a wciąż wyglądał piękne. On zdecydowanie nie był człowiekiem.
-Ren, stary, przyprowadziłem kolejną fankę!
Twoja twarz spłonęła rumieńcem. Blondyn nachylił się w twoją stronę, opierając dłonie na kolanach. Przechylił głowę lekko w prawą stronę, po czym raptownie się wyprostował.
-O, Cześć! To ty!
Spaliłaś buraka. Musiał kojarzyć się z dzisiejszego, wyjątkowo nieatrakcyjnego incydentu na korytarzu. Było ci tak głupio, że chciałaś zapaść się pod ziemię. Uśmiechnęłaś się lekko, starając się ukryć zażenowanie, po czym wymieniliście uściski dłoni.
***
Towarzyszyliście Ren’owi do końca treningu. On został jeszcze w studio by oddać klucze i trochę posprzątać, a BaekHo z jego polecenia miał odprowadzić cię do domu.
-Długo już trenuje? Widzę go prawie codziennie w tym studiu, a on wciąż tak samo ciężko pracuje.
-Kilka miesięcy. Wieczorami pełni  w studio rolę instruktora – Chłopak spojrzał na zegarek.- Za piętnaście minut zaczynają się jego zajęcia. W zamian za pracę instruktora, studio oferuje mu darmowe korzystanie z sali ćwiczeń. Głównie dlatego jeszcze tam wytrzymuje, bo robota jest cholernie męcząca.
Uśmiechnęłaś się do niego przyjaźnie. Byłaś mu wdzięczna, bo wcale nie musiał z tobą rozmawiać, a jednak atmosfera przy nim była niezwykle rozluźniająca. Gdy dotarliście pod twój blok, postanowiłaś podziękować mu za wszystko.
-BaekHo… dziękuję ci, gdyby nie ty, dzisiaj…
-Przemyśl to mała. Nie ty jedyna wzdychasz do Ren'a, chowając się po kątach. Zasługujesz na kogoś lepszego.
-Ale...
-Ćśśś.
I wtedy cię pocałował. Zaniemówiłaś. Zanim zdążyłaś cokolwiek z siebie wydusić, on poczochrał ci włosy, uśmiechnął się i odszedł, machając ci. Wyglądał na szczęśliwego. Wiec czemu ty byłaś święcie przekonana, że zrobiłaś coś, czego nie powinnaś?
***
Następnego dnia zupełnie nie mogłaś skupić się na lekcjach. Dwie przerwy temu minęłaś Ren’a na korytarzu, lecz on nawet nie zaszczycił cię spojrzeniem. Za nim szedł BaekHo, któremu również humor nie dopisywał.  Teraz była długa przerwa, a wy znów mieliście lekcje na tym samym holu. Siedząc w milczeniu z przyjaciółkami, sączyłaś wolno cappuccino z automatu. Dziewczyny gadały wyraźnie czymś przejęte, lecz ty nic nie mówiłaś. Wciąż myślałaś o wczorajszym incydencie z BaekHo, nie mogąc zrozumieć, dlaczego akurat tak potoczyły się wydarzenia. Z zamyślenia wyrwały cię dobiegające z korytarza krzyki. Ren i BaekHo stali naprzeciw siebie z mocno zaciśniętymi pięściami, gdy nagle Blondyn złapał drugiego za krawat, przyciskając go przy tym do ściany.
-Yah! Czemu musisz być takim idiotą?!
-WIĘC DLACZEGO NIGDY O NICZYM NIE WIEM?! Przecież wiesz, że bym tego nie zrobił!
Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, Blondyn przywalił drugiemu w twarz, wciąż trzymając go za krawat. Warga BaekHo była rozcięta, a w krew z rozwalonego nosa ściekała mu po twarzy. Zanim doszło do czegoś gorszego, pojawił się nauczyciel.
-ZWARIOWALIŚCIE?! OBAJ DO DYREKTORA!- postawny mężczyzna pociągnął ich za kołnierze i zawlókł w głąb korytarza, prosto do gabinetu dyrektorka.
***
Wydarzenia wczorajszego dnia odbiły się w szkole ogromnych echem. Wszyscy mówili tylko o bójce dwójki najbardziej popularnych chłopaków. Reszta paczki była lekko skonfundowana. Nikt nie wiedział o co poszło, a co za tym idzie, czyją stroną powinni wziąć. Po tym wszystkim wczoraj nawet nie przyszło ci do głowy, by ponownie obserwować tańczącego Ren’a.  Chłopcy nie odzywali się do siebie, a ty czułaś się winna. Pomimo ogromnego strachu i tego jak Ren cię onieśmielał, postanowiłaś dziś pójść do studia i spytać się go, o co tak naprawdę poszło.
***
Stałaś przed drzwiami budynku, i uniosłaś lekko rękę, by zapukać. Zanim jednak to zrobiłaś, uświadomiłaś sobie, że twoje serce bije jak oszalałe, a nogi trzęsą się, jakbyś zaraz miała upaść. Mimo to, wypuściłaś głośno powietrze i postanowiłaś zapukać. Ren siedział tyłem do ciebie, plecami oparty o jedno z luster. Siedział ze spuszczoną głową, a w sali po raz pierwszy panowała cisza. Nawet nie miał ze sobą magnetofonu. Uchyliłaś lekko drzwi.
-BaekHo, zjeżdżaj stąd! –warknął chłopak, po czym podniósł głowę i spojrzał na ciebie. – To ty.. przepraszam, nie chciałem.
W oznace, że nic się nie stało, skinęłaś lekko głową i podeszłaś do niego. Blondyn dał ci znak ręką, żebyś zajęła miejsce obok niego. Posłusznie usiadłaś, lecz nie mogłaś zebrać się na odwagę, by powiedzieć cokolwiek.
-Ren.. Jeśli chodzi o wczoraj… o co poszło z BaekHo?
-Wolałbym o tym nie mówić.
Zrozumiałaś od razu. Temat zamknięty. Siedzieliście w milczeniu przez chwilę, gdy nagle blondyn przerwał niezręczną ciszę.
-Podobało ci się?
-Niby co?
-To, jak cię pocałował.
Zamarłaś. Twoje oczy zapewne w tej chwili osiągnęły rozmiar talerzy, a ty musiałaś wyglądać jak wystraszona, złota rybka.
-Dlaczego o to pytasz?
-Po prostu odpowiedz.
-Nie całkiem. Nie spodziewałam się tego. Może podobałoby mi się..gdybym już kogoś nie lubiła.
Cień uśmiechu zniknął z twarzy chłopaka, a ty siedziałaś tam kompletnie zbita z tropu.
- A więc obaj spieprzyliśmy. – Chłopak zaśmiał się pod nosem, mówiąc do bardziej do siebie, niż do ciebie.
-Ren, o czym ty mówisz?
-Bo widzisz… wiem, że od pewnego czasu mnie obserwujesz. Dlatego z całych sił staram się być jak najlepszy. Ty jedyna nie biegałaś za mną z wywieszonym jęzorem. Po prostu obserwowałaś. Zainteresowanie z twojej strony graniczyło z obojętnością. To właśnie sprawiło, że zechciałem cię poznać.
-Ale Ren...
-Hmm?
-Osobą, którą lubię, jesteś ty.
-Chincha?!- Twarz chłopaka momentalnie rozjaśnił uśmiech, a on przez moment skojarzył ci się z małym, szczęśliwym chłopcem.

Ren przytulił cię, a ty odwzajemniłaś jego uścisk.  Na twoich policzkach zalśniły łzy szczęścia, które blondyn starł, gładząc cię delikatnie dłonią, po czym złożył pocałunek na twoich ustach.

“How timid and frail is unrequited love? A place you entered of your own accord, but you’re trapped inside, unable to find an exit. He doesn’t know a thing, and could one day leave my line of sight, and the love ends passively. A love that does not bloom flowers, and thus cannot dream of bearing fruit. A love like a seed that is forgotten. That is unrequited love.”

Lie to me - recenzja dramy


Gong Ah Jung jest urzędniczką państwową. Pomimo wszystkich swoich zalet, wciąż jest samotna, gdyż rozpamiętuje swoją pierwszą miłość: Chun Jae Bum'a, który później zaczął umawiać się z jej przyjaciółką, Yoon So Ran. Nie chcąc przyznać się przed nimi, iż jest niezamężna, Ah Jung wymyśla kłamstwo, według którego jest ona już mężatką. Z powodu zabawnego nieporozumienia, przyjaciele bohaterki biorą za jej męża Hyun Ki Jun'a, dyrektora światowej sieci hoteli. Niezręczne kłamstwo przysporzy tej dwójce wiele problemów, ale jak sobie z nimi poradzą?

Jak widzimy, fabuła dramy jest stosunkowo prosta i przewidywalna. Wszystko opiera się na kłamstewku, z którego później rodzi się miłość między dwójką bohaterów. Oczywiście. początkowo nie obywa się bez sporów i kłótni między nimi, a w najbardziej skrajnych momentach w grę wchodzi nawet pozew sądowy o zniesławienie. Jednakże sprawdzi się tutaj stare polskie porzekadło ,,Kto się czubi, ten się lubi" i wszystko kończy się długim i szczęśliwym życiem bohaterów, choć nie wszystkich. 

W rolę głównej bohaterki wcieliła się Yun Eun Hye znana z dram takich jak ,,Coffee Prince" czy ,,My fair lady". Myślę, że zagrała dobrze, ale co jednak sądzę o głównej bohaterce? Ah Jung jest strasznie nieogarniętą. Nie do końca panuje nad swoimi uczuciami i powiedziałabym, że momentami jest trochę głupawa. Na początku zdecydowana walczyć o uczucia Ki Jun'a, stara się robić wszystko, a gdy on na jej uczucia odpowie, ona raptem staje się niepewna i odrzuca swoje marzenia w skutek głupawych wątpliwości. No cóż, typowa kobieta zmienną jest.

Co mogę powiedzieć o Ki Jun'ie? Kang Ji Hwan bezbłędnie wcielił się w jego rolę. Bohater sam w sobie był całkiem fajny. W przeciwieństwie do Ah Jung, działał racjonalnie i zgodnie z zasadami zdrowego rozsądku. Jaki jeszcze był? Przede wszystkim bardzo przystojny, a w okazywaniu uczuć uroczy. 

Co jednak skłoniło mnie do zostania przy dramie, nawet jeśli momentami mi się nudziła? Cudowna rola Sung Jun'a, który zabłysnął w serialu ,,Shut up! Flower boy band." Niestety, przypadła mu tutaj rola buntowniczego artysty, który zakochuje się w niewłaściwych osobach. Mimo to, w swojej roli był niesamowity i przez cały czas trwania serialu trzymałam jego stronę. Hyun Sang Hee, to zdecydowanie ten lepszy z braci Hyun, jednak to właśnie Ki Jun posiadał coś, co było źródłem nieszczęścia młodszego - Wszystkie kobiety, które kochał Sang Hee, wybierały Ki Jun'a. Ah Jung nie była wyjątkiem.

Soundtrack niestety nie zwrócił mojej uwagi. Było kilka miłych piosenek, ale niestety nie zatrzymały mnie na tyle, bym miała ochotę ich poszukać. A szkoda.

Jakieś podsumowanie? Recenzja może i jest krótka, ale uważam, że na temat tej dramy nie można powiedzieć zbyt wiele. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana. Dramę oglądało mi się w miarę szybko, bo ma tylko 16 epizodów, chociaż ostatnie 3 były tak dramatyczne i pełne patosu, że przebrnięcie przez nie sprawiło mi ból. Obsada się sprawdziła, a kreacje bohaterów były bardzo udane. Jak dla mnie jest to niezwykle przyjemna drama, ale na jeden raz. Podobała mi się, ale zapewne nie obejrzę jej ponownie.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Wyznania chińskiej kurtyzany - recenzja


Powieść ta stanowi rozszerzoną i lekko zmodyfikowaną wersję "Wyznań chińskiej kurtyzany" autorstwa Miao Sing, wydanej w Łodzi pod koniec lat 80. Jest to historia młodziutkiej 14-latki, która zostaje sprzedana przez rodziców do domu uciech. Dziewczyna podąża kontrowersyjną drogą, aż w końcu zostaje kurtyzaną. Jej zachowanie można potępiać, jednak w tych czasach, bo były czasy wojenne, trudno było o bezpieczny dach nad głową i nawet minimalne udogodnienia, które zapewniał właśnie zawód kurtyzany.

Książka porusza rozmaite problemy wojennej rzeczywistości. Okupacja i szkody, które wyrządzili Chinom Japończycy, ogromne okrucieństwo wobec torturowania więźniów, brutalne kary wobec jakiegokolwiek nieposłuszeństwa, oraz publiczne egzekucje. Duch powstańczy chińskich partyzantów, oraz silne poczucie patriotyzmu, które przejawiał naród chiński przez rozmaite działania wywiadowcze. Co jeszcze? Książka opowiada przede wszystkim o dziejach dziewczyny, która wiedziona przez kręte drogi życia, starała się odnaleźć w każdym środowisku. Trafiła na kilka życzliwych jej osób, które pokochała, jednak nigdzie nie było jej dane zostać na dłużej, a konsekwencją walki o wolność było oglądanie śmierci jej bliskich.

Jak to wszystko wygląda? Wydarzenia opisane w książce stanowią relacje starszej kobiety. Dong Mei, bo tak nazywa się główna bohaterka, opowiada swojej przyjaciółce, Forsycji, dzieje swojego życia. Historia w wielu aspektach jest wstrząsająca, za to w niezwykły sposób jesteśmy wprowadzeni do erotycznego świata wiatru i wierzb. Stosunki damsko-męskie w tej książce opisane są w sposób przepiękny, bardzo delikatny i niezwykle poetycki. Czytając powieść ani przez chwilę nie poczułam ani krzty zgorszenia czy też obrzydzenia. Autorka sprawia, iż zawód kurtyzany otwiera przed bohaterką zupełnie inny, wręcz mistyczny świat. Grzechem w tym przypadku jest porównanie kurtyzany do zwyczajnej ulicznicy, która świadczy usługi zdecydowanie bardziej uwłaczające godności, nie przebierając w klientach. W zakątku kurtyzan goście cieszyć mogli się muzyką i śpiewem oraz obcowaniem z kulturą wysoką. Samo spotkanie z kurtyzaną, na osobności, czy też przy zwyczajnej herbacie, odbywało się w sposób całkowicie odmienny aniżeli schadzka ze zwyczajną prostytutką. Wbrew pozorom, profesja kurtyzany była w tamtych czasach niezwykle ceniona i jak już wspominałam, pozwalała utrzymać godziwy poziom życia.

Jakie są moje osobiste wrażenia? Książka niesamowicie wciąga. Gdy tylko dostałam ją do rąk, przeczytanie jej zajęło mi niespełna dwa dni.  Wchodząc w świat powieści, ma się wrażenie, iż przechodzimy do zupełnie innej, wojennej rzeczywistości. Magia opisów i wydarzeń sprawia, że nie sposób oderwać się od lektury. Autorka z ogromną wrażliwością opisuje losy bohaterów, których przeznaczenie nie zawsze jest takie, jakie można sobie wymarzyć. Książka ta opowiada o wyrzeczeniach, które trzeba podjąć by przetrwać. Walka o godziwe życie również ma swoją cenę. W tych czasach człowiek nie mógł mieć wszystkiego, a nawet jeśli miał minimalnie więcej niż powinien, musiał za to zapłacić zazwyczaj ogromną cenę.

Czy będę chciała sięgnąć ponownie po ,,Wyznania chińskiej kurtyzany"? Zdecydowanie tak.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Sierpniowy Review

Hej kochani! Dziś notka będzie jedną z tych mniej twórczych, gdyż cały dzień jestem strasznie zabiegana i zwyczajnie nie dałabym rady wymyślić nic kreatywnego w stylu scenariusza, czy recenzji. Zamiast tego, skupimy się na comebackach, debiutach i tak dalej~.

1.Tasty- MAMAMA

 Wielu fanów duetu zapewne teraz zmiesza mnie z błotem, ale niestety. Nigdy za nimi nie przepadałam, a i tym utworem nie do końca przekonali mnie do siebie. Mimo wszystko myślę, że dotychczasowych fanów Tasty utwór ten zadowoli.Co do mnie.. może kiedyś.

2. B.A.P - Badman

Na recenzje klipu zapraszam do oddzielnej notki: http://genie-for-your-wish.blogspot.com/2013/08/badman-recenzja-klipu.html

3. Henry- Trap(Chinese ver.)

Henry ten sam, utwór ten sam, jedynie wersja językowa inna. Pozostaje im chyba tylko powiedzieć to, co przy wersji koreańskiej. Piosenkę uwielbiam. Naprawdę mi się podoba.

4.2ne1- Do You Love Me

Na temat tej piosenki krążą właściwie same pozytywne opinie. Więc... dlaczego mnie się ona w ogóle nie podoba? Nie mam pojęcia. Od początku mojej przygody z kpopem jestem fanką 2ne1 i chyba "Do you Love me" jest pierwszym ich utworem, ktory tak naprawdę nie przypadł mi do gustu. Nie umiem umotywować swojego zdania, oprócz argumentu, że w piosence jest zwyczajnie coś, co nie nadaje jej tej fajnej, typowej dla 2ne1 inności. Po prostu kurcze.. no nie :C

5.Bumkey - Attraction

A w tym przypadku moja ocena będzie jak najbardziej pozytywna. Bardzo fajny bit, głos. Teledysk niby niczym się nie wyróżnia, ale wszystko jest niezwykle przyjemne, a piosenka ta na stałe zagości na mojej liście odtwarzania. Zdecydowane tak.

6.Phantom - I already know

Chłopaki z Phantom to artyści, których polubiłam dzięki piosence ,,Burning Down". Nigdy niestety bardziej nie zainteresowałam się ich twórczością, a dopiero po jakimś czasie natrafiłam na ten utwór. Czy podoba mi się? Bardzo. Jest przyjemny, uroczy, bardzo, bardzo fajny.

7.Kim Hyung Jun - Always love you

Ta piosenka jest chyba moim faworytem w dzisiejszym zestawieniu. Odkąd tylko usłyszałam ją po raz pierwszy, mogłabym jej słuchać i słuchać. Bardzo im się spodobała, tak jak i teledysk. jest przeurocza, pełna fajnych uczuć, lekko wakacyjna. Zdecydowanie jestem na tak. Dobra robota Hyung Jun!

8.ZE:A - The Ghost of wind

ZE:A mają w sobie coś, co nadzwyczaj skutecznie sprawia, że nie mogę na nich zafazować. Mimo to piosenka zrobiła na mnie pozytywne wrażenie i myślę, że od czasu do czasu jej posłucham. Nie obiecuję sobie jednak wiele, gdyż nigdy nie byłam w stanie w pełni polubić tego zespołu.

9.EXO- Growl(2nd version)

Growl zdecydowanie jest moim ulubionym utworem wśród wszystkich, które ukazały się w wakacje. W teledysku widać całe Exo i choć jest ubogo, taniec nadrabia wszystko. Druga wersja teledysku nie zaskakuje, gdyż jest podobna do pierwszej, jednak z ogromną przyjemnością się ją ogląda. Jednak wszystko to zasługa chłopaków. Zgaduję, że oglądanie Exo sprawiałoby mi tyle samo przyjemności, nawet gdyby tańczyli w ogrodniczkach na polu kukurydzy. Jeden z niewielu przypadków świata muzyki, gdzie w teledysku może nie być nic, a talenty będą mówiły same za siebie.

10. SeungRi- Gotta talk to you

O sierpniowo-wrześniowych comebackach w YG ent głośno już od jakiegoś czasu. Na pierwszy ogień jeśli chodzi o solówki BigBang jak i o powrót całego zespołu, poszedł ero maknae, SeungRi. Teaser nowego utworu wstrząsnął wszystkimi, więc zacierałam ręce, co tym razem wytwórnia nam sprezentuje. Piosenka jest stosunkowo wolna, co już jest jakąś odmianą. Podoba mi się, choć nie powiem, czuję pewien niedosyt. 

11.Henry(ft. Amber) - 1 4 3 (I love you)

Wstyd się przyznać, ale w tym wszystkim chyba bardziej nie mogłam doczekać się Amber niż Henry'ego, do którego oczywiście żywię ogromną sympatię. Utwór ten również zaliczyłabym do grona tych wakacyjnych. Szkoda jednak, że ukazał się pod koniec sierpnia. Jednak ocena jak najbardziej pozytywna! Podoba mi się.

12. NU'EST- Sleep talking

Moje perypetia z zespołem Nu'est były bardzo pokopane. Jak najpierw bardzo ich nie lubiłam, tak z singla na singiel coraz bardziej mnie do siebie przekonywali, a ja stawałam się ich fanką. Na "Sleep Talking" czekałam odkąd tylko pojawił się teaser i dzięki bogu się nie zawiodłam. Chłopcy wyglądają świetnie, piosenka i teledysk są pomysłowe, układ taneczny uroczy, a nawet w tym wszystkim pomimo ogólnej niechęci do jego osoby, spodobał mi się Ren!

13. C.N.Blue- One more Time

Za każdym razem, gdy C.N.Blue coś wydają, moje serce się raduje. Naprawdę ich uwielbiam, a każda ich piosenka sprawia (pomimo że kilka ostatnich wydanych po japońsku jest do siebie dość podobnych), że wciąż figurują na liście moich ulubionych zespołów. Są bardzo fajną alternatywą dla elektronicznego czy też bardzo skocznego kpopu. Grają leciutkiego pop-rocka, a ich muzyka odpręża. Przy "One more time" również się nie zawiodłam.

14. Teen Top - Rocking

O teen top już od jakiegoś czasu nie wiem co myśleć, choć od początku ich lubiłam. I ta piosenka pozostawia we mnie mieszane odczucia. Jest kolorowo, nie brakuje elektro brzmień, a tło, na którym tańczą chłopcy przypomina kościelne witraże. Naprawdę jestem ostro skonfundowana. Za plus mogę chyba uznać stylizacje chłopaków, bo stroje zarówno jak i fryzury bardzo mi się spodobały. Piosenka ma w sobie coś wciągającego jednak... nie jestem pewna.


~~A wam które piosenki sierpnia najbardziej przypadły do gustu?

niedziela, 25 sierpnia 2013

Scenariusz 7- ,,Deszcz niespokojnych dusz"

Scenariusz na zamówienie dla: Naff. Nie czuję się z nim do końca pewnie. Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko wam się spodoba.

W deszczowy, wiosenny dzień wracałaś autobusem ze szkoły. Znudzona oparłaś zmęczone ciało o szybę pojazdu, spoglądając leniwie na niewielkie krople deszczu tworzące kałuże, rozbryzgiwane później na przechodniów przez przejeżdżające samochody. Nie do końca zdając sobie z tego sprawę przymknęłaś oczy i pogrążyłaś się we śnie. Chwilę później na nogi zerwało cię gwałtowne hamowanie kierowcy na śliskim gruncie, a ty, widząc, że to twój przystanek, wyleciałaś z autobusu jak poparzona.  Dopiero, gdy chłodne krople deszczu zaczęły uderzać cię po twarzy, zauważyłaś, że zapomniałaś  parasola. Niech to szlag. Ruszyłaś szybkim krokiem w kierunku najbliższego zadaszenia, ale usłyszałaś za sobą głośny chlupot, jaki zazwyczaj wydawały buty przeskakujące kałuże i uderzające o mokry chodnik.
-Zaczekaj!- Usłyszałaś za sobą.
Odwróciłaś się. Za tobą biegł rudawy, na oko jednak sporo starszy od ciebie chłopak. Nad głową trzymał czerwony parasol, który… należał do ciebie. Gdy tylko do ciebie podbiegł, przedstawił się.
-Mam na imię Hongki. Zdaje się… że to twój parasol.
-Dziękuję.- uśmiechnęłaś się, lekko kiwając głową w potwierdzeniu. Chłopak nie miał ze sobą parasola,  a ty nie chciałaś narażać go na przemoknięcie. W jednej chwili w głowie zaświtał ci znakomity pomysł.- A więc… Hongki. Chciałbyś może odprowadzić mnie do domu?
-Ja.. bardzo chętnie. – Chłopak nie ukrywał zdziwienia, a jednak uśmiechnął się ochoczo.
Niedługa, ale uciążliwa ze względu na deszcz droga do domu minęła wam na przyjemnej rozmowie. Ludzie rzucali w twoją stronę zaciekawione spojrzenia, zupełnie jakby w twoim zachowaniu było coś dziwnego. Po drodze minęliście twoją przyjaciółkę, z którą wymieniłaś uśmiechy. Gdy staliście już pod domem podziękowałaś chłopakowi, a ty wpadłaś na kolejny pomysł.
-Dziękuję ci Hongki.- uśmiechnęłaś się miło.-  Mimo to.. chyba sam nie masz ze sobą parasola, więc mam pewien pomysł.  Dam ci swój, a ty oddasz mi go, kiedy spotkamy się jutro. – spodobał ci się, a ty nie mogłaś przepuścić okazji na kolejne spotkanie.
-Jesteś bardzo  miła, ale nie boję się deszczu. Tak czy inaczej, propozycji spotkania nie odrzucę. Do zobaczenia jutro!- Uśmiechnął się wesoło, zmierzwił twoje włosy i zostawiając cię z parasolem  w ręku zniknął za rogiem. 
***
Następnego dnia Hongki pojawił się pod twoją szkołą. Wychodząc szczęśliwa po ostatnich, dość zresztą męczących lekcjach, podskoczyłaś, machając wesoło w jego kierunku, jednak gdy żegnałaś się ze znajomymi, oni spojrzeli na ciebie dziwne, jakby do końca nie rozumieli, co tak naprawdę robisz. Postanowiłaś nie zastanawiać się nad tym i szybko podbiegłaś do chłopaka. Pogoda była piękna, więc dzień spędziliście spacerując i pijąc w parku truskawkową bubble tea. Szczęśliwa wróciłaś do domu, i padłaś na łóżko, machając radośnie nogami. Czyżbyś w końcu spotkała chłopaka swoich marzeń?
***
Dziś byłaś sama w domu, więc postanowiłaś zaprosić Hongki’ego. Rodzice wracali późno, a ty chciałaś zaproponować mu obejrzenie filmu. Dzwonek do drzwi rozległ się po całym mieszkaniu, a ty jednym susem doskoczyłaś, by móc otworzyć chłopakowi. Powitał cię czułym pocałunkiem w usta, a ty w jednej chwili poczułaś, jak nogi uginają się pod tobą. Filmem, który wybrałaś był ,,Szósty zmysł". Hongki lekko wzdrygnął się na dźwięk tytułu, jednak nie protestował. Czyżby nie przepadał na filmami o duchach? Leżałaś z głową opartą o kolana chłopaka, ukradkowo na niego spoglądając. Każdą wolną chwilę spędzoną z nim chciałaś wykorzystać jak najlepiej. Podniosłaś się, po czym lekko pocałowałaś go w usta. Odwzajemnił pocałunek, jednak nie byłaś pewna uczuć, które ten za sobą niósł. Chwytając chłopaka za koszulkę chciałaś przyciągnąć go do siebie, on jednak zastygł w bezruchu. Ostatnia próba, pomyślałaś. Zbliżyłaś się do niego nieco delikatniej. On jednak w odpowiedzi spuścił głowę.
-Hongki…czy coś się stało?
-Ja, chyba nie powinienem tu być. Przepraszam, myślę…że chyba jesteś dla mnie za młoda.
Poczułaś się jak spoliczkowana. Był to ten typ upokorzenia, który zostawiał cię samą żarłocznymi myślami, żywiącymi się twoim zażenowaniem. Nie musiałaś nic mówić. Chłopak podniósł się, złapał kurtkę i wyszedł z mieszkania.  Siedziałaś na kanapie ociężała i zakłopotana, gdy kilka sekund później drzwi mieszkania otworzyli twoi rodzice.
-Wróciliśmy! – mama zajrzała do twojego pokoju.- Nie miałaś zaprosić dzisiaj przyjaciela?
-B-był tutaj. Dosłownie…sekundę temu wyszedł, powinniście się minąć.
-Ale córciu… nikogo nie widziałam.
***
Dni mijały ci w samotności, a Hongki wciąż się do ciebie nie odzywał. Nie mogłaś się z nim skontaktować, gdyż nawet nie miał komórki. Z początku bawiło cię  to i myślałaś, że pewnie po prostu ma alternatywny sposób na życie, w którym nie potrzebuje na pozór niezbędnego telefonu komórkowego. Teraz ta myśl tylko wprawiała cię  w coraz większe zażenowanie i depresje. Pewnie już więcej się do mnie nie odezwie, pomyślałaś. Spotykałaś się z nim od kilku dni, a teraz przepadł dosłownie bez śladu. Zrezygnowana przerzuciłaś torbę przez ramię i wzdychając głośno wyszłaś do szkoły. Autobus poruszał się jeszcze bardziej leniwie niż zwykle, a ty miałaś wrażenie, że czas dla ciebie stracił swój zwyczajny pęd, i jak zaklęty zatrzymał się w miejscu.  W duchu przygotowałaś się na kolejny dzień bez życia. Autobus mijał przystanki wolniej niż zwykle, a tobie ten czas dłużył się w nieskończoność. Gdy pojazd zatrzymał się obok szpitala miejskiego, ty zauważyłaś coś znajomego. Szarą kurtkę, czarne buty i podrygujące na wietrze rude włosy. To musiał być Hongki. Wchodził do budynku, a ty musiałaś wysiąść.
-Ahjussi! Proszę zatrzymać autobus!
Pojazd stanął z piskiem opon, a ty wybiegłaś z autobusu, pędząc w kierunku szpitala. Winda, do której wsiadał chłopak już odjechała, więc postanowiłaś pobiec schodami.  Gdy zdyszana pokonywałaś ostatnie stopnie, zauważyłaś jak HongKi znika za drzwiami jednej z sal z pacjentami. Dysząc i charcząc podeszłaś do drzwi, zza których wyszła pielęgniarka.
-W czym mogę panience pomóc?
-Ja… wchodził tutaj młody chłopak, rudy, w szarej kurtce. Widziała go pani?
-Aniyo. Ale jeden taki był u nas kiedyś pacjentem. Wie pani może jak się nazywa?
-Lee Hongki.
Zmęczona opadłaś na ławkę, kompletnie nie rozumiejąc, co się dzieje. Przeczesałaś włosy palcami, wciąż dysząc ciężko po wyczerpującym biegu. Pielęgniarka zniknęła na chwilę, obiecując, że dowie się czegoś na temat chłopaka, którego szukałaś. Gdy już straciłaś nadzieję, że wróci, ona pojawiła się przed tobą, jednak jej mina nie zwiastowała niczego dobrego.
-Chłopak, o którym pani mówi, był naszym pacjentem kilka tygodni temu. Nazywał się Lee HongKi. Niestety, dość niedawno zmarł na białaczkę. Należy pani do rodziny?
-J-ja..tak, jestem kuzynką.
-Biedny chłopak. Gdy został wypisany ze szpitala był bardzo szczęśliwy. Mówił, że on i jego zespół zakwalifikowali się do półfinałów festiwalu rockowego. Dawno nie widziałam młodego człowieka tak szczęśliwego, któremu pasja dawałaby siłę do życia. Po kilku dniach jednak zmarł.
Łzy pojawiły się w twoich oczach, a ty ruszyłaś za pielęgniarką, by zobaczyć dokumenty dotyczące jego śmierci. Cały świat stał się dla ciebie szarą, bezbarwną plamą. Starałaś się ze wszystkich sił, by nie zemdleć.
***
Stałaś otoczona omszałymi drzewami, trzymając nad głową czerwoną parasolkę. Łzy spływały po twoich policzkach, rozmazując tusz starannie rozprowadzony po rzęsach. Spoczywałaś w zupełnym bezruchu, jakby już nic nie trzymało cię na tym świecie. Przed sobą widziałaś tylko delikatnie tańczące płomienie lampionów. Tak wesołe i nieświadome. ,,Lee HongKi 2.03.1990-20.04.2013. Niech spoczywa w pokoju”. Wpatrywałaś się w nagrobek tępym wzrokiem, wciąż cicho pochlipując. Spotkałaś go po raz pierwszy dokładnie dwudziestego pierwszego kwietnia. Przecież to niemożliwe. Położyłaś na grobie kwiat. Była to lilia. Delikatna i piękna. To wszystko nie mogło dziać się naprawdę.
***
Siedziałaś w swoim pokoju ze zgaszonym światłem. Drzwi uchyliły się lekko i weszła przed nie twoja mama, podając ci telefon. Dzwoniła twoja przyjaciółka.
-Czy coś się stało? Nie było cię dzisiaj w szkole...
-C-coś złego stało się mojemu bliskiemu.
-Komu? O co chodzi?
-Pamiętasz chłopaka, z którym szłam we wtorek pod czerwoną parasolką? Minęłyśmy się wtedy pod kinem. Był rudy, w szarej kurtce.
-Ale.. tam nigdy nikogo nie było.


Listening to the rain, the rhythm is distinct. Your breathing soaks my love like the falling rain. I hope that rain will continue to pour. Let me continue to miss you.Let my love become transparent.I fell in love with the courage that gave me 'Rainy love'.

Deszcz pojawia się i znika niespodziewanie. Tak samo było z nim. Dał mi nadzieję, rozgrzał moje serce, a po wszystkim zniknął. Nigdy nie dowiem się, czy ta deszczowa miłość zdarzyła się naprawdę.

sobota, 24 sierpnia 2013

Kilka aktualności z mojej strony~.

Hejka~. Dzisiejszą notkę chciałabym poświęcić takiemu ogólnemu wprowadzeniu, czyli co u mnie. Rzadko pisze tutaj coś o sobie, więc raz na jakiś czas chyba by wypadało.  Wpadłam więc na pomysł, by zdać wam krótką fotorelację z moich ostatnich dni. Wprawdzie nie działo się nic ciekawego, gdyż spędzany przeze mnie czas opierał się głównie na leniuchowaniu, czytaniu książek i siedzeniu na tumblrze.

  Kiedy nudzi ci się w domu najlepiej.... porób sobie zdjęcia~ !

Prezent, który dostałam od przyjaciółki podczas jej wakacji w Londynie ~^^.
Jace i Clary - przypływ weny ~. Narysowane po seansie miasta kości ^_^
Oraz kilka zmian, które udało mi się wprowadzić w wyglądzie swojego biurka~

A wam jak mijają te ostatnie dni wakacji? Jak na złość, ja dopiero teraz wzięłam się do roboty. Zaczęłam tańczyć, oglądać dramy, rysować. Na wszystko wena jak zwykle złapała mnie dopiero wtedy, kiedy wolne się kończy, a za tydzień mam stać się uczennicą drugiej klasy liceum~.





piątek, 23 sierpnia 2013

The Moon That Embraces The Sun - recenzja dramy


Historyczne królestwo Joseon. Podczas trwania ceremonii zakończenia uczelni Sungkyunkwan, towarzysząc swojemu bratu, młoda Heo Yeon Woo przez przypadek poznaje Lee Hwon'a. Początkowo bierze chłopaka za złodzieja, jednak gdy brat dziewczyny mianowany został do rangi królewskiego nauczyciela, młoda panienka zdaje sobie sprawę że pomyliła księcia z nikczemnym złodziejaszkiem. Niedługo później miłość tej dwójki rozkwita, a młodziutka Yeon Woo zostaje koronowaną księżniczką. Spiski dążących do władzy urzędników prowadzą do upozorowania śmierci dziewczyny, przez co następne 8 lat zmuszona jest przeżyć w ukryciu, nie pamiętając nic ze swojej przeszłości. Z tego powodu cierpi nie tylko Lee Hwon, który po szybkiej śmierci ojca stał się królem, ale i jego przyrodni brat Yang Myung, który żywi do dziewczyny silne uczucia, jednak nie dane było mu zawalczyć o serce szlachetnie urodzonej, gdyż ten był synem kurtyzany. Losy tej trójki splotą się za sprawą przeznaczenia i czarnej magii, gdyż Yeon Woo nieświadoma swojej przyszłości zostaje szamanką, a król będzie musiał zapanować nie tylko nad swoim pierwszym, młodzieńczym uczuciem, ale też nad rebelią i spiskami, których celem jest odebranie mu władzy.

Przyznam szczerze, że trochę myślałam nad stworzeniem opisu dramy, gdyż w internecie seria ta określana jest dwoma zdaniami wprowadzenia, które jak przekonałam się na własnej skórze, są kompletnie nieadekwatne do jej faktycznej fabuły. Po przeczytaniu jakże lakonicznego opisu spodziewałam się jednego, a oglądając dramę dostałam coś zupełnie odmiennego, tak więc sama przedstawiłam wam zarys fabuły.

Jeśli chodzi o historię, którą przedstawia seria, była to jedna z poważniejszych dram historycznych, jakie do tej pory oglądałam. Wystarczyło kilka odcinków, bym przekonała się, że scenarzyści uśmiercają tutaj postaci prawie niczym George R.R.Martin bohaterów "Gry o Tron". Pomysł na dramę zdecydowanie przypadł mi do gustu, chociaż bardziej skłoniła mnie ku niej obsada- jednak o tym później. Mamy tu wiele intryg, trochę czarnej magii, liczne walki o władzę a w tle rozmaite przeciwności spotykające przyjaciół czy kochanków, które poddają ich uczucia próbie. Pod względem fabuły jestem zdecydowanie na tak, chociaż pojawiały się tutaj i odcinki, które w dużej mierze były przegadane, jednak później inne nadrabiały nadmiarem akcji. 

Co do bohaterów, drama przedstawia ich w sposób, który pozwala nam poznać postaci dosłownie od podszewki, gdyż  znaczna część serii przedstawia ich w wieku nastoletnim, później zaś w życiu dorosłym.
Od samego początku moje serce skradł książę Yang Myung. Grany początkowo przez Lee Min Ho, którego pokochałam dzięki dramie "Rooftop Prince". Książę był młodym i ambitnym człowiekiem, zawsze żyjącym w cieniu syna króla z prawego łoża. Chłopak posiadał wiele talentów, i bez większego wysiłku mógłby zostać urzędnikiem i wieść dostatnie życie. Zmuszony jednak był do bytowania na tak zwaną "kocią łapę" gdyż był synem konkubiny. Postać, z powodu której najwięcej wycierpiałam i współodczuwałam każdą jego porażkę. W jego rolę w dorosłym życiu wcielił się Jung Il Woo, dzięki któremu sięgnęłam po tę dramę. Il Woo zagrał tutaj bezbłędnie. Wszystkie jego emocje były idealnie wyważone, wręcz wystudiowane, a jednocześnie naturalne. Bohater, który starał się cieszyć życiem, choć tak naprawdę miał jedynie przyjaciół, bo wszystko inne dostawał jego przyrodni brat. Przejdźmy jednak do roli księcia korony, Lee Hwon'a. W jego rolę wcielił się Yeo Jin Goo, później zaś Kim Soo Hyun, który zaistniał dzięki roli w "Dream High". I tutaj już nie jest tak różowo, gdyż jak młoda odsłona księcia przypadła mi do gustu, tak dorosłej nie mogłam zdzierżyć. Soo Hyun zagrał księcia w sposób genialny. Wszystko było naturalne, na wysokim poziomie, jednak problem tkwił nie w aktorze, a w samym charakterze postaci. No cóż, któregoś z rodziny królewskiej wybrać musiałam, ale niestety nie był to Lee Hwon.

Przejdźmy jednak do ról żeńskich. Główna bohaterka budziła we mnie mieszane odczucia. Jako młodą Yeon Woo oglądać mogliśmy Kim Yoo Jung, śliczną i utalentowaną. Wraz z młodym odtwórcą roli króla tworzyli idealną parę, jak z obrazka. W dorosłym życiu jednak czar prysł, a śliczną dziewczynkę zastąpiła Han Ga In, która niestety pod względem  wyglądu zupełnie nie przypadła mi do gustu, gdyż nie dorastała swojej 'młodszej wersji' do pięt. Pod względem gry aktorskiej była całkiem w porządku, jednak jak w przypadku króla, czar po prostu prysł. Dorosła Yeon Woo była trochę bezpłciowa, zagubiona i średnio zdecydowana, po prostu coś mi się w niej nie spodobało i wielokrotnie oglądając dramę miałam wrażenie, że postaci drugoplanowe są tak naprawdę ważniejsze i mają ciekawsze historie życia i problemy niż główna para. Większość ról żeńskich w tej dramie jednak zdecydowanie przypadła mi do gustu i bez wyrzutów stwierdzam, że jeśli chodzi o obsadę, seria ta utrzymuje naprawdę wykosi poziom dobrej gry.

Soundtrack niestety nie zwrócił mojej uwagi. Jedynym utworem, który zapadł mi w pamięć była piosenka Lyn, pojawiająca się na napisach końcowych i zapowiedziach. Ogółem rzecz biorąc było w porządku, jednak muzyka w dramie nie dostarczyła mi fajerwerków. Niestety pod tym względem czuję lekki niedosyt. Mam również spory dylemat przy ocenie serialu, gdyż były momenty, gdy ogromne mnie wciągał, ale zdarzały się też takie, że chciałam tylko przewijać.

Końcowe wnioski? Drama zdecydowanie mi się podobała. Nie była ani trochę cukierkowa, momentami wręcz raziła brutalnością i tym, jaką naturę faktycznie potrafią skrywać ludzie. Każda z postaci, pomimo że podobały mi się mniej czy bardziej, miała swój urok i własną historię, która chwytała za serce i dominowała późniejsze działania bohatera. Zdecydowany, ogromny plus za obsadę, a szczególnymi umiejętnościami aktorskimi bez wątpienia wykazali się tutaj Kim Soo Hyun i Jung Il Woo. Tak wysoki poziom pojawia się w niewielu dramach, więc bez wątpienia właśnie tymi dwoma panami seria może się poszczycić. Historia zdecydowanie była interesująca i sprawiała, że nawet w przerwach od oglądania często o niej myślałam. Pomimo zwalniającej czasami do mozolnego tempa akcji, wszystko to było w miarę jednostajne i równomierne. Momentami może nudziło, ale zastój akcji zazwyczaj zwiastował ważniejsze i zdecydowanie bardziej dynamiczne wydarzenia w niedalekiej przeszłości. Nie wiem, czy będę chciała wrócić do serii, pomimo że tak mi się podobała. Historia bohaterów przedstawiona jest w 20 odcinkach, więc każdy fan dram wie, że jednak jest to sporo. Mimo wszystko będę naprawdę miło wspominać tę serię, a szczególnie ze względu na Jung Il Woo, co mogłabym podkreślać w nieskończoność. Dzięki niemu drama stała się dla mnie tym, na co czekałam i po raz kolejny plułam sobie w brodę, że wielokrotnie miałam ten tytuł obojętnie, a dopiero teraz wzięłam się za jego oglądanie. Serial zdecydowanie warty obejrzenia.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Dary Anioła: Miasto Kości - Recenzja


Wczoraj wreszcie wybrałam się do kina na ,,Miasto kości". Czekałam na ten film odkąd tylko pojawiły się plotki o ekranizacji, czyli stosunkowo długo, bo jakieś 4 lata. Seria ,,Dary Anioła'' plasuje się w moim osobistym zestawieniu książek bardzo wysoko, więc jak nie trudno się domyślić, nie mogłam się doczekać, i nigdy nie byłam tak podekscytowana jak wczoraj, gdy wyczekiwałam w kolejce, żeby wreszcie kupić bilet. Gdy reżyserowie biorą pod swoje skrzydła książki fantasy, jak wiemy różnie może później z filmem być. Idąc do kina, poza ekscytacją czułam jednak gdzieś wewnątrz ten strach, ze wyjdę z seansu niezadowolona. Jak było? Przekonajcie się.

Najpierw przybliżymy lekko fabułę. Clary Fray mieszka wraz ze swoją matką, Jocelyn. Jedyną osobą, która opiekuje się nimi jest przyjaciel kobiety, Luke. Gdy Clary wybiera się ze swoim przyjacielem Simonem do klubu Pandemonium, trafiają na wytatuowanych, nietypowo ubranych ludzi, którzy dokonują w klubie morderstwa. Okazuje się, że Alec, Jace i Isabelle są nikim innym jak nocnymi łowcami, a Clary nie jest zwykłą przyziemną, gdyż dane jest jej ich widzieć. Niedługo po tym, Jocelyn zostaje porwana, a wszyscy szukają kielicha anioła, służącego do tworzenia nocnych łowców. Clary wraz z nieznajomymi postanawia odnaleźć Jocelyn, i dowiedzieć się jaką prawdę i dlaczego matka skrywała przed nią całe życie. Dziewczyna wkracza w sam środek walki dobra ze złem, potomków aniołów z demonami, a jej umiejętności stanowiły będą klucz do odnalezienia kielicha.

Moje pierwsze wrażenie? Wow, naprawdę wow. Po raz pierwszy chyba ekranizacja książki przypadła mi do gustu w takim stopniu. Pomimo naprawdę niewielkich różnic, praktycznie nie wpływających na fabułę, powieść oddana była dość wiernie. Znalazły się tam najważniejsze wątki, a jedyne do czego mogłabym mieć zastrzeżenie, to zmienione postaci Valentine'a i Hodge'a. Ich książkowe pierwowzory w dość dużym stopniu różniły się od postaci ukazanych w filmie, głównie wyglądem, jednak miło, że reżyser dodał coś od siebie. Co trzeba pochwalić? Przede wszystkim świetne efekty specjalne. Przyznam szczerze, że idąc do kina bałam się, że dość ważne elementy takie jak demony, cisi bracia, sceny walki, czy broń zostaną oddane w sposób po prostu...tak fantastyczny, że aż... śmieszny? Ku mojemu ogromnie pozytywnemu zaskoczeniu okazało się, że nie było się czego obawiać, a wszystko to zostało zrobione naprawdę świetnie. Film zachowywał swój klimat i kolejną rzeczą, z której bardzo się cieszę, są naprawdę, naprawdę genialne dialogi, przeniesione prosto z książki na ekran. Co do strony technicznej, efektów, kostiumów, nie mam żadnych zastrzeżeń. Od detali do najważniejszych elementów, wszystko zostało dopięte na ostatni guzik, a w filmie było kilka scen, które zapierały mi dosłownie dech w piersiach. 


Co mogę powiedzieć na temat głównych bohaterów? Zacznijmy od Jace'a. Od samego początku, gdy tylko ujawniona została obsada i padło tam nazwisko Jamie Campbell Bower, bardzo się bałam.  Miałam wręcz ogromne obawy, ze młody anglik, który moją sympatię zyskał przez rolę w musicalu "Sweeney Todd" jednak nie poradzi sobie z rolą najbardziej idealnej książkowej postaci, jaką jest właśnie Jace. Okazało się, że zaskoczyłam się bardziej niż przyjemnie. Charakter książkowego Jace'a oddany został praktycznie w stu procentach, a Jamie zarobił w moim sercu naprawdę sporo punktów. Idealnie olewczy, arogancki, ale o dobrym sercu. Złamany w środku chłopak, który nigdy nie płakał, gdyż żyje w przeświadczeniu, że kochać to niszczyć.Jace jest typem udręczonego bohatera, przekonanego święcie o tym, że musi ratować świat. Bo kto inny, jeśli nie on? To właśnie jest Jace.  Są minimalne zmiany, które bym wprowadziła, by upodobnić go do książkowego pierwowzoru, gdyż tamten nocny łowca miał złote oczy i był minimalnie bardziej przypakowany, gdyż Jamie nie dość, ze oczy ma niebieskie, jest dość szczuplutki, chociaż męski. Nie są to różnice,które w jakikolwiek sposób wpływają na moją ocenę, oczywiście, że nie.  Jedyne, co mogę powiedzieć to to, że Jamie spodobał mi się w tej roli zdecydowanie bardziej, niż mogłabym się spodziewać.


Przejdźmy jednak do Clary. Nigdy do końca nie miałam swojej wizji aktorki, którą utożsamiałabym z jej postacią i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że wybór Lily Collins był totalnie trafiony. Gra aktorska dziewczyny jest naprawdę niezła, w dodatku Lily sama w sobie jest prześliczna, a odważne usposobienie Clary również oddała w zdecydowanej większości, mimo że była nieco delikatniejsza i mniej charakterna. Między dwójką bohaterów cały czas idealnie iskrzyło, co było naprawdę widoczne i sprawiało, że oglądanie filmu było taką przyjemnością. Jedyne, co mnie zdziwiło? Kontrast między postaciami Clary i Isabelle, nocnej łowczyni. Książkowa Clary miała być chudziutka, trochę bezkształtna, za to Isabelle- ostro pomalowana, o kobiecych kształtach, czyli kompletne przeciwieństwo. A jednak, w filmie do roli Izzy wybrali dość bezkształtną aktorkę, która jednak mimo to dobrze grała. W trakcie filmu przekonałam się do niej, pomimo że moje początkowe nastawienie do Jeminy West było w dużej mierze sceptyczne.

Twórcy filmu zdecydowanie postawili na wyszczególnienie głównych bohaterów filmu, odsuwając w ten sposób na drugi plan Alec'a i Isabelle, którzy w książce mieli jednak zdecydowanie bardziej znaczące role.

Co mogę powiedzieć na temat soundtracku? Idealny. Muzyka była świetna, podkreślała najważniejsze momenty filmu, a niektóre piosenki naprawdę zapadły mi w pamięć. Podobały mi się do tego stopnia, że gdy sprawdziłam je po powrocie do domu, nie mogłam uwierzyć, ich są one śpiewane przez Arianę Grande czy Demi Lovato. Mega pozytywne zaskoczenie.

Podsumowując? Wszystkie detale filmu pasują do siebie, niczym elementy niezwykle precyzyjnej układanki. Jako, że wcześniej czytałam książkę, miałam wrażenie, że wydarzenia w filmie pędzą jak szalone, przez co czułam się, jakbym poszła do kina na godzinę, a nie na dwie. Seans ku mojemu niezadowoleniu zleciał mi za szybko, ale świadczy to o tym, że film nie był ani trochę nudny. Jeśli chodzi o obsadzenie ról głównych bohaterów, na początku przeważał u mnie sceptycyzm. Wychodząc za to z kina miałam wrażenie, że nikt w tych rolach nie sprawdził by się tak dobrze (No może z wyjątkiem Kevin'a Zeegers'a, który nie pasował do książkowego opisu Aleca). Zaskoczyły mnie cudowne efekty specjalne, piękna muzyka. Przez to, że książkę czytałam dobre cztery razy, mogłam na bieżąco porównywać wprowadzone przez scenarzystów zmiany, których nie było dzięki bogu tak wiele. Jestem naprawdę zaskoczona, bo czekałam na ten film długo i się nie zawiodłam. O dziwo spodobał się nawet mojej przyjaciółce, którą ze sobą zebrałam, a książkę znała jedynie z moich opowiadań. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że wybrałabym się do kina jeszcze nie raz, nie dwa, a pięć, bo tak pozytywnie zaskoczyła mnie ta produkcja. Bardzo, bardzo polecam i myślę, że fani książki nie powinni być zawiedzeni, gdyż mnie film w pełni usatysfakcjonował.

środa, 21 sierpnia 2013

Scenariusz 6- ,,Szczęście znalezione w parku"

Scenariusz na zamówienie dla: Yukarichan ~ Miłego czytania!


Przechadzałaś się po parku, rozkoszując się ostatnimi blaskami sierpniowego słońca, które łapała twoja blada skóra. Było dość późne, sierpniowe popołudnie. W ten ostatni dzień wakacji postanowiłaś wybrać się na spacer, by pożegnać beztroskę i wolność, którą dawał ci czas spędzony z daleka od szkoły. W tym roku zaczynałaś ostatnią klasę liceum. Zawsze uczyłaś się bez zarzutów, ale ten rok wymagał od ciebie specjalnej uwagi i ogromnego nakładu pracy. Zbliżałaś się do zakrętu prowadzącego w najciemniejszą uliczkę parku. Nie było tutaj równo przystrzyżonych połaci zieleni, ani krzaków o wymyślnych kształtach. Wszystkie drzewa i krzewy rozrastały się w dowolnych kierunkach, a miejsce to zdawało się być opuszczone przez życie. W siatce, którą lekko potrząsałaś idąc, znajdowały się świeże bułki, które kupowałaś codziennie. Bardzo nie lubiłaś bułek. Ciekawe, gdzie tym razem się schował, pomyślałaś. Wypieki niosłaś dla szczeniaka, którego co jakiś czas widywałaś schowanego między gałęziami krzaków. Pies nie podchodził do nikogo, a gdy tylko ktokolwiek próbował się do niego zbliżyć, ten warczał i uciekał. Mimo jego niechęci nawet do twojej osoby, postanowiłaś przynosić mu codziennie jedzenie. Czasem były to resztki z obiadu, czasem bułki kupione w piekarni, gdy z obiadu nic nie zostało. Wchodząc w uliczkę, czułaś się niepewnie, jak zawsze. Jednak tym razem nie było słychać żadnych pisków, szczeknięć, nic. Tak jakby cisza otuliła cały ten skrawek ziemi, o którym zapomniał świat. I’m głębiej wchodziłaś, tym ciemniej się robiło, a szczeniaka wciąż ani śladu. W jednej chwili coś poruszyło się pod pobliskim drzewem, a twoje serce zamarło. Stanęłaś jak wryta i spostrzegłaś, że nie jesteś sama. Pod drzewem ktoś kucał. Był to chłopak, odwrócony do ciebie tyłem, który bawił się ze szczeniakiem. Cofając się nadepnęłaś nogą na patyk. W pustej, obrośniętej drzewami przestrzeni rozległ się chrzęst, a twój plan pozostania niezauważoną kompletnie nie wypalił. Chłopak zerwał się na równe nogi i spojrzał na ciebie. Miał na sobie podniszczoną koszulę i dziurawe spodnie.  Przestraszona delikatnym ruchem położyłaś na ziemi bułki i zrobiłaś duży krok do tyłu, prawie potykając się o rozdeptany wcześniej kij.
-To.. dla psa. Nakarm go, proszę.
Odwróciłaś się na pięcie i oddaliłaś się do tamtego miejsca. Zanim zauważyłaś, twój chód przemienił się w bieg, a ty stałaś prawie pod domem. W twojej głowie roiło się od myśli. Skąd ten chłopak się tu wziął? Czy jest bezdomny? Dlaczego szczeniak warczy na wszystkich, a z nim bawił się jak z najlepszym przyjacielem?Starałaś się odgonić do siebie natłok bezsensownych myśli. I tak teraz nie znajdę odpowiedzi na te pytania, pomyślałaś. Czas się ogarnąć. Jutro zaczyna się szkoła.Weszłaś do domu i zrezygnowana rozejrzałaś się po swoim pokoju. Pogłaskałaś leżącego na łóżku kota, który na twój przyjazny gest odpowiedział ugryzieniem zębów ostrych i cienkich jak igiełki. Strzepnęłaś dłonią i ruszyłaś do szafy, z której wyciągnęłaś szkolny mundurek. Głośno wypuściłaś powietrze z ust i położyłaś go na krześle. Powrót do szarej rzeczywistości.

***

Nigdy nie czułaś się tak zmęczona, jak po tej jednej nocy. Dźwięk budzika wydał ci się najbardziej irytującym odgłosem świata, a ty zamaszystym ruchem ręki zrzuciłaś dźwięczący sprzęt z szafki. W tej samej chwili pojawił się twój kot ze zwisającym z pyska uchem nietoperza i zaczął przewracać budzik w łapach. Spojrzałaś na jego głupkowatą minę i ucho zabrudzone nie chciałaś wiedzieć czym, po czym przeciągnęłaś dłonią po twarzy. Za co to wszystko? Wstał kolejny piękny dzień, a ty obudziłaś się w skarpetce z wygryzioną dziurą w palcu. Nie musiałaś zastanawiać się długo, czyja to robota.
-JOON! ZNOWU TO SAMO?!- wychyliłaś się z łóżka, żeby pacnąć kota po łbie. Zwierzak nawet na ciebie nie spojrzał, ale nie przeszkadzało mu to w tym, bo zaraz zacząć atakować twoją dłoń.- Eish, głupi kot.
Leniwym ruchem skopałaś kołdrę z łóżka. Próbowałaś nawet wstać, lecz czułaś, jak siła grawitacji przyciąga cię do poduszki. Poczochrałaś dłonią niesforną, za długa już grzywkę i ruszyłaś do łazienki drapiąc się po szyi.Chwilę później byłaś już gotowa do wyjścia, nie licząc kilku wpadek takich jak pasta jajeczna na mundurku, czy kot atakujący twoje rajstopy, przez co musiałaś wrócić się na górę i założyć nowe. Czy początek roku szkolnego miał jakieś plusy? Jasne, wreszcie mogłaś zobaczyć swoją przyjaciółkę, Keiko. Bardzo się za nią stęskniłaś, bo całe wakacje spędziła u rodziny w stanach. Jej angielski był nienaganny, więc jak zawsze będzie mogła pomagać ci w lekcjach z tego przedmiotu. Gdy tylko zobaczyłaś przed szkołą przyjaciółkę, od razu zaczęłyście od odtańczenia waszego powitalnego układu wariackiego disco. Trzęsu trzęsu, trochę machania rękoma, et voila!  Ramię w ramię ruszyłyście do klasy, by zasiąść w szkolnych ławkach. Miejsce wyglądało tak samo, a jednak coś się w nim zmieniło. A może to ty się zmieniłaś? Przez te wakacje trochę urosłaś i zapuściłaś włosy. Chciałaś, żeby ten rok był najlepszy. Do klasy wszedł nauczyciel, i zająwszy miejsce przy biurku zaczął uciszać klasę.
-Chciałabym wam kogoś przedstawić. To wasz nowy kolega. Powitajcie Miurę Harumę!
-Witam wszystkich!- Chłopak skłonił się nisko, po czym z uśmiechem się wyprostował.- Nazywam się Miura Haruma, mam nadzieje, że się dogadamy!
Nie mogłaś uwierzyć własnym oczom. Chłopak z parku, którego wzięłaś za bezdomnego, dziś ubrany był w nowiutki szkolny mundurek. Do tego idealnie wyprasowany. Spuściłaś wzrok, by tylko cię nie zauważył. Jakby nie spojrzeć, zrobiłaś z siebie wczoraj idiotkę. Pech jednak chciał, że jedyne wolne miejsce w klasie było za tobą. I właśnie do miejsce przypadło nowemu.

***

Minęło już kilka dni, a Haruma do nikogo się nie odzywał.  Każdą przerwę spędzał samotnie przechadzając się po boisku i tylko raz przyjął zaproszenie do gry w piłkę. Stronił od ludzi, jednak nie wiedziałaś dlaczego. Może miał z tym szczeniakiem więcej wspólnego niż mogłoby ci się wydawać? Odkąd pojawił się Haruma, nie byłaś również w parku. Martwiłaś się o szczeniaka, ale miałaś przeczucie, że teraz kto inny się nim opiekuje. Niemniej jednak, po lekcjach postanowiłaś udać się właśnie w to miejsce.
Wraz z ostatnim dzwonkiem wybiegłaś szczęśliwa ze szkoły, pożegnałaś się z Keiko i postanowiłaś iść się do parku. Nie mówiłaś przyjaciółce o tym, w jakim stanie pierwszy raz zobaczyłaś Harumę, wolałaś zatrzymać to dla siebie. Zbliżałaś się do zaciemnionego zaułka wciąż przełykając nerwowo ślinę. Zobaczyłaś to, czego się spodziewałaś. Chłopaka i psa. Jednak z drobną różnicą. Pies miał na sobie szelki.  Nie zważając na to, że wcześniej zrobiłaś z siebie idiotkę, podbiegłaś do nich zadowolona.
-Nie wierzę, że daje ci się dotykać!
-Po prostu mam rękę do zwierząt.- parsknął złośliwie, ale po chwili się uśmiechnął.
-Czy… teraz należy do ciebie?
-Tak, postanowiłem go zabrać ze sobą. Jest jedyną istotą, z którą chwilowo się dogaduję.
Był niesamowity. Mówił wszystko z taką lekkością, jakby rzeczywistość była dla niego żartem.
-Przepraszam, że kilka dni temu zwiałam ale. Wyglądałeś inaczej…jak…
-Jak bezdomny?- uniósł jedną brew.-teoretycznie rzecz biorąc.
-Nie to miałam na myśli… ale…czemu zawsze jesteś sam? Dlaczego nie rozmawiasz z ludźmi?
-Ludzie to frajerzy. Nikt oprócz zwierząt nie jest godny zaufania. Zwierze nigdy cię nie zrani.- pogładził trzymanego  na rękach szczeniaka po głowie.-  Jesteśmy trochę podobni, prawda?- uniósł pieska na wysokość głowy po czym wysunął język z buzi.
Nie mogłaś się nie zaśmiać. Postanowiłaś podać mu rękę.
-Chyba czas, żebym wreszcie przedstawiła ci się w normalny sposób. Mam na imię Yukari.
-Hm… Haruma- odwzajemnił uścisk dłoni.
Znów spojrzałaś na szczeniaka.
-Dałeś mu już imię?
-Tak, nazywa się Rin.
Rin oznaczało zimno. Szczeniak był biały, a futro miał delikatne niczym śnieżny puch.
-Cześć Rin!- Zbliżyłaś się do szczeniaka i wyciągnęłaś dłoń w jego kierunku, a on cię polizał.
-Przestaje się bać ludzi? Jak ty to zrobiłeś?
-Hm…a może faktycznie, nawet ludzie zasługują na drugą szansę? – Te słowa wypowiedział jakby sam do siebie, nie oczekując na niczyją odpowiedź.

***

Robiło się coraz chłodniej, a szkołę dopadła epidemia grypy. Keiko chorowała, więc wracałaś do domu ramię w ramię z Harumą. Spędzaliście razem coraz więcej czasu, lecz chłopak wciąż zdawał się skrywać wiele tajemnic, czego do końca nie rozumiałaś. Rin rósł jak na drożdżach, a ty często bawiłaś się z nim na wspólnych spacerach.  Opleceni ciepłymi szalikami, które zrobiła twoja babcia, przekroczyliście próg kawiarni. Zajęliście stolik w rogu, a jedynym co było w stanie was teraz rozgrzać, była gorąca czekolada.  W waszym kierunku zmierzała uśmiechnięta kelnerka, które włosy związane były w koński ogon. Dziewczyna uśmiechała się przyjaźnie pytając nas o to, co chcecie zamówić. Haruma siedział z wzrokiem wbitym w podłogę, nie do końca wiedziałaś dlaczego.
-Dla mnie gorąca czekolada. – powiedziałaś odwzajemniając uśmiech.
-Dla mnie to samo.
Haruma podniósł głowę i nigdy wcześniej nie widziałaś go w takim stanie. Wzrok, którym mierzył dziewczynę był nieodgadniony, jednak łączył w sobie nienawiść i irytacje.
-Poprosimy na wynos.-dodał po chwili. Zamówienie przyniosła wam inna kelnerka, a podirytowany Haruma wyszedł z kawiarni. Ruszyłaś za nim trzymając w dłoniach  kubki z czekoladą.
-Haruma, co się stało? Znacie się?
-Ta…
-Co się dzieje? Powiedz mi, proszę.
- Dziewczyna nazywa się Riko. Jest córką moich rodziców zastępczych.
Wmurowało cię w ziemie. Dopiero teraz dotarło do ciebie, że tak naprawdę nic o nim nie wiedziałaś. Nie zastanawiając się, wręczyłaś mu kubek z czekoladą, po czym położyłaś dłoń na jego ramieniu.
-Haruma…
-Moi rodzice zmarli, gdy byłem mały. Właściwie ich nie pamiętam. Od tego czasu tułam się tu i tam po rodzinach zastępczych, praktycznie po całej Japonii. Okinawa, Tokio, kto by to zliczył. Bywało gorzej i lepiej, chociaż teraz nie narzekam. Mimo wszystko, ja i Reiko nie przepadamy za sobą. A raczej ja za nią. Ona stara się być miła, ale po wszystkim, co przeszedłem, raczej wątpię, że mogę ufać rodzinom zastępczym.- Chłopak podciągnął rękaw kurtki, a twoim oczom ukazały się podłużne blizny na przedramieniu, przypominające lekko pręgi, ukrywane na co dzień przez marynarkę szkolnego mundurka.
Zakryłaś usta dłonią i rzuciłaś się chłopakowi na szyję. Te kilka zdań odpowiedziało na wszystkie pytania, które kłębiły się w twoim umyśle, odkąd go poznałaś. Wzięłaś go za rękę, zakrywając delikatnie blizny rękawem. Ściskałaś jego dłoń wewnątrz swoich, chociaż była znacznie większa od nich.
-Teraz na pewno nikt cię nie skrzywdzi.
Na twarzy chłopaka pojawił się nikły uśmiech. Miałaś nadzieję, że był on obietnicą poprawy.

***

Następne dni mijały w sielankowej atmosferze, a wszystkie sprawy zdawały się przybierać zdrowy obrót. Haruma rozmawiał z ludźmi, zaczął udzielać się na forum klasy. Okazało się, że jest bardzo inteligentny i bez problemu zjednał sobie rówieśników. Czułaś ogromną ulgę, bo pomimo wielu nowych przyjaźni, nigdy nie zapominał o tobie.  Staliście na szkolnym korytarzu, a święta Bożego Narodzenia zbliżały się wielkimi krokami.  Wszystko zapowiadało się tak, jakby problemy, które do tej pory dręczyły chłopaka, były już tylko wspomnieniem. Może wreszcie znalazł miejsce, w którym będzie mógł zostać na dłużej? Coraz częściej chodziliście do kawiarni, w której pracowała Riko, a ona od czasu do czasu dawała wam za darmo ciastka przemycone z kuchni. Dziś był ostatni dzień szkoły przed przerwą świąteczną, więc postanowiłaś zaryzykować. Haruma był od ciebie wyższy, więc złapałaś go za krawat, po czym delikatnie wspięłaś się na palcach i pocałowałaś go w policzek.
-Haruma… czy chciałbyś przyjść do nas drugiego dnia świąt?
Twarz chłopaka oblała się rumieńcem.
-Z przyjemnością.

Wszystko kiedyś się zmienia. Z zagubionego szczeniaka, który uciekał przed każdym, Rin wyrósł na ogromnego, mądrego psa, który nie odstępował Harumy na krok. Chłopak zaś odzyskał wiarę w ludzi, bo wreszcie dopuścił do siebie myśl, że może być szczęśliwy. Po zamkniętym, zranionym dzieciaku nie było już śladu, na szczęście.


“People who think that they can just grab the hand of happiness when it’s offered to them—how happy must they be? That woman becomes nervous when she is too happy. To that woman, happiness is like a child’s game of blowing bubbles. The moment when she touches the bubbles that float her way carrying the light of the rainbow, they burst. In front of happiness, that woman always gives up, before the hand is even offered.”

sobota, 17 sierpnia 2013

Scenariusz 5: Stracony czas

Scenariusz na zamówienie dla: Magdalena B
Ten scenariusz będzie troszkę różnił się od poprzednich. Mam jednak nadzieję, że mimo to wam się spodoba i znajdzie się pod nim wiele pozytywnych opinii jak dotychczas. Wszystkie wasze komentarze motywują mnie do dalszej pracy^_^. Życzę miłego czytania! 


Późnojesienny wiatr nieprzyjemnie chłostał twoją delikatną skórę. Zaczynało się ściemniać, a ty jak co dzień pokonywałaś tę samą drogę na przystanek. Odkąd dostałaś posadę w kawiarni, wreszcie zaczęło ci się układać. Przyjechałaś z Busan do Seulu za pracą i byłaś jedną z tych szczęśliwców, którym udało się osiąść tutaj na dłużej. Przed zimnem chroniły cię wysokie buty i długi płaszcz, a twoją szyję oplatał ciepły szal, który kupiłaś za swoją pierwszą wypłatę w kawiarni „U Lulu”. Światła Seulu rozjaśniały pochmurny, jesienny wieczór, ale ty pomimo potencjalnego sukcesu w życiu nie czułaś się najlepiej.  Dziś mijał już rok. Cały rok, od kiedy SeungHo z tobą zerwał. Kochałaś tego dupka nad życie, a on po kilku miesiącach po prostu odszedł. Wypuściłaś parę z ust i potrząsnęłaś głową w teatralnym geście, starając się odpędzić wszystkie wspólne wspomnienia. Nas już nie ma, pomyślałaś. I bardzo dobrze! Bez ciebie jest mi lepiej. Starałaś się wierzyć w te słowa najmocniej jak mogłaś. Do przystanku zostało ci dosłownie kilka kroków, jednak z daleka widziałaś, że coś jest nie tak. Awaria linii autobusowych. Świetnie, pomyślałaś. Teraz muszę iść na piechotę i znowu zmarznie mi dupa. Aish, naprawdę.  Zaciskając zęby ruszyłaś przed siebie. Nawet rozbrzmiewający w słuchawkach twojego ipod’a Infinite nie pomagali przezwyciężyć niechęci wynikającej z zimna i wiatru, który sprawiał, że oczy ci łzawiły. Ten odcinek drogi znałaś dość dobrze, więc postanowiłaś przez chwilę schować głowę w głąb szalika i przebyć w ten sposób krótki kawałek.  Niestety, przeszkody pojawiły się zdecydowanie szybciej, niż mogłabyś się tego spodziewać. Najpierw obszczekujący cię pies pewnego ahjussi’ego, później perfidnie czyhająca na twoje życie latarnia. Naprawdę postawili tutaj kolejny słup? Humor popsuł ci się na tyle, że nic dzisiejszego dnia nie było już w stanie cię zaskoczyć, a przynajmniej taką miałaś nadzieję. Przechodząc obok grupki nastolatków palących papierosy, przez chwilę powiodłaś za nimi wzrokiem. Ciekawe, ile mogli mieć lat? Ten krótki moment nieuwagi wystarczył, byś zdążyła spowodować szkody. Znów na coś wpadłaś, jednak tym razem był to mężczyzna. Dość wysoki, o jasnobrązowych włosach i pełnych ustach. Momentalnie odskoczyłaś od niego i zaczęłaś przepraszać za swoją nieuwagę.
-Ja…nie chciałam. Proszę mi wybaczyć, zamyśliłam się, j-ja..
-Naprawdę, n-nic się nie stało.
Mężczyzna szczękał zębami z zimna, chociaż jego ubranie wyglądało na wystarczająco ciepłe. Zrobił krok w twoim kierunku, a szybko bijące serce podpowiadało ci, że czas brać nogi za pas. Facet wyglądał znajomo, jednak ulice stawały się coraz bardziej opustoszałe, a ty postanowiłaś nie ryzykować. W jego oczach widać było ogromną tęsknotę. Przyglądałaś mu się badawczo, gdy nagle on wyciągnął w twoim kierunku dłoń.
-Czy..my się wcześniej nie spotkaliśmy?- zrobił kolejny, niewielki krok w twoim kierunku.
-Y…j-ja, nie sądzę.- odpowiedziałaś niepewnie.- Chyba powinnam już iść. Do widzenia.
Wyminęłaś go i momentalnie przyspieszyłaś kroku. Naprawdę wyglądał znajomo, albo to twoja wyobraźnia zaczynała płatać ci figle.
-Zaczekaj! Zobaczymy się jeszcze?!
Zaczęłaś biec. Bałaś się, że ruszy za tobą, a ty naprawdę nigdy nie widziałaś go na oczy. Chociaż… nie, na pewno nie.
***
Wydarzenia dzisiejszego dnia mocno dały popalić twoim obolałym nogom. Owinięta ręcznikiem podeszłaś do szafy, by wybrać piżamę. Jako pierwsza w oczy rzuciła ci się koszula nocna w odcieniu purpury. SeungHo mówił, że ładnie w niej wyglądam. Czas się pożegnać, pomyślałaś, po czym wrzuciłaś satynową koszulę do śmietnika. Nigdy więcej.  Siadłaś na kanapie z kubkiem ulubionej kawy w ręku, mając na sobie zwyczajny rozciągnięty t-shirt. Nie obchodziło cię, w czym szłaś spać i w czym się budziłaś.  Bijąc się z myślami o samotności postanowiłaś pozmywać naczynia. Nie ma na świecie równie nużącego zajęcia jak to.  Zmywając ostatni kubek dotarło do ciebie, że najlepszym wyjściem będzie sen.  
Kolejny raz przekręcałaś się z boku na bok, nie czując w łóżku nic oprócz pustego miejsca obok siebie. A w twoich myślach wciąż pojawiał się spotkany na ulicy nieznajomy. Mężczyzna, który wyglądał, jakby stracił wszystko.

***
Wydarzenia wczorajszego dnia wydawały ci się teraz niezwykle odległe. Za oknem zaczynał prószyć delikatny, biały puch, a ty nabrałaś ochoty na małe zakupy. Postanowiłaś zajrzeć do swojej ulubionej księgarni, w której od dawna nie byłaś. Cieszyłaś się, ze znów będziesz mogła napawać się zapachem książek, jak za starych, dobrych czasów. Gdy otworzyłaś drzwi sklepu, owionęło cię przyjemne, ciepłe powietrze, które tak bardzo różniło się od tego na dworze. Księgarnia była dużym, dwupiętrowym budynkiem, w którym studiując potrafiłaś spędzać całe dnie, gdyż była ona połączona z biblioteką.  Skierowałaś się do czytelni, zostawiając kurtkę na wieszaku. Zaczęłaś przechadzać się pomiędzy rzędami książek na półkach. Tak wiele się tutaj zmieniło od twojej ostatniej wizyty. Trzymałaś w ręku obszerny egzemplarz baśni Andersena, które kochałaś od dzieciństwa. Miałaś już wrócić do swojego stolika, gdy nagle coś przykuło twoją uwagę.  Zza jednego z regałów wystawały czubki czarnych, dość masywnych butów. Po rozmiarze stopy wywnioskowałaś, że pewnie należały one do jakiegoś chłopaka. Zdrowy rozsądek podpowiadał ci, żeby wrócić do stolika, jednak wygrała ciekawość. Wyjrzałaś delikatnie zza regału i natychmiast się na niego schowałaś. TO ON. Na podłodze przy jednym z regałów siedział nieznajomy sprzed kilku dni. W niedowierzaniu postanowiłaś sprawdzić jeszcze raz. Wychyliłaś się ponownie, jednak tym razem zostałaś przyłapana.  Natychmiastowo opuściłaś głowę, a twoją twarz zakryła kurtyna gęstych, czarnych włosów. Zacisnęłaś zęby, mając nieuzasadnioną nadzieję, że jednak może nie zostałaś zauważona. Chwilę później poczułaś, jak ktoś delikatnie dotyka twojego ramienia.  Dotyk ten demaskował uczucia każdego z was. Był dość zdecydowany, a dłoń mężczyczny zaciskała się na twoim ramieniu, jak gdyby chciał zatrzymać świat, który kiedyś już wymknął mu się z rąk. Twoje ciało przeszedł dreszcz, a każde z was łączyła nieznośna tęsknota i potrzeba bliskości.  A teraz poczułaś się, jakby na świecie nie było nikogo oprócz was.
-Przepraszam, musiałem cię wczoraj przestraszyć, wybacz.
-Nic się nie stało. To ja powinnam przeprosić. Zachowałam się głupio. Nie powinnam była uciekać.
Czemu w tak krótkiej wymianie zdań było tyle przepraszania? Jakby każde z was zawiniło, a tak naprawdę wina nie leżała po żadnej ze stron. Tak jakby każde przekonane było o swoim błędzie, a nawet chciało wziąć winę na siebie. Gdy często popełniamy błędy, zdarza się, że chcemy ich wziąć na siebie więcej, niż tak naprawdę powinniśmy.
-Jestem Junsu. – mężczyzna spokojnym i powściągliwym ruchem wyciągnął dłoń.
-M…m-mam na imię Magda.
Spojrzenie oczu nieznajomego było tak przenikliwe, że wszystkie słowa, które chciałaś wypowiedzieć zdawały się tracić sens. Nawet twoje własne imię.
***
Dziś Junsu przychodził na kolacje. Spotykaliście się już od miesiąca, a jednak wciąż miałaś wrażenie, że coś go męczy. Wiecznie udręczone spojrzenie, beznadziejny ton głosu. Momentami przy tobie zdawał się ożywać. Tak jakby odzyskiwał nadzieję, ale zaraz ją tracił. Tak samo dzieje się, gdy dziecko zgubi ulubionego pluszaka. Może w sklepie zobaczyć wiele identycznych. Jeden z nich może być taki sam, co da dziecku nadzieję, że może to właśnie ten jeden, jedyny miś wreszcie się znalazł. Gdy jednak spojrzy na niego, będzie wiedział, że ten miś jest nowy, ma szew w trochę innym miejscu. To nie ta zabawka, do której był przywiązany. I wtedy nadzieja znów rozpada się na miliony kawałków niczym stłuczony wazon. Wiedziałaś, że coś go dręczy, a jednak nigdy o to nie pytałaś. Rozległ się dzwonek do drzwi, a ty zerwałaś się, by je otworzyć. Miałaś na sobie biały, puchaty, ale rozciągnięty sweter i legginsy. Przy Junsu we wszystkim czułaś się dobrze. Po raz pierwszy w życiu to nie sukienka nadawała ci wartość, lecz to, kim jesteś. Junsu przekroczył próg mieszkania, a ty odebrałaś od niego płaszcz. Kolacja była skromna, bo każde z was było zapracowane. Zamówiliście chińszczyznę na wynos, którą mieliście popijać kawą. W dorosłym życiu człowiek uczy się doceniać te najprostsze przyjemności, takie jak kawa wypita w towarzystwie osoby, na której nam zależy.  Atmosfera była przyjemna, lecz pomimo zaawansowanej znajomości rzadko udawało ci się przebić przez granicę formalności, która opierała się jedynie na koleżeństwie. Siedząc naprzeciw niego posłałaś mu przyjazny uśmiech, wkładając do ust kawałek posiekanej sałaty. To było jak impuls. Junsu odwrócił głowę i zerwał się z krzesła. Zmierzał w kierunku balkonu, a ty odskoczyłaś od stołu i ruszyłaś za nim. Powietrze było mroźne, a on stał tam w samym podkoszulku.
-Co się stało?- podeszłaś do niego i okryłaś jego dłonie swoimi, chcąc dać mu chociaż odrobinę ciepła pochodzącego od twojego grubego swetra.
-Tak bardzo ją przypominasz. Dlaczego? Dlaczego spotkałem cię tam, gdzie straciłem ją? Ten cholerny wypadek, na tej cholernej ulicy.
Stałaś oniemiała, a twoje ręce ześlizgnęły się z jego dłoni, zwisając ci teraz bezwładnie wzdłuż boków.
-Junsu…co się dzieje? Powiedz mi, przez co chodzisz codziennie struty? Co tak naprawdę stało się zanim mnie spotkałeś, i dlaczego myślałeś, że już wcześniej się widzieliśmy?!
-Magdo… prawda jest taka, że gdy tylko zobaczyłem cię po raz pierwszy, byłam pewny, że to MinAh. Była moją pierwszą dziewczyną, pierwszą miłością, pierwszym pocałunkiem, pierwszym wszystkim. I wtedy zginęła. Pijany idiota potrącił ją, kiedy szła na spotkanie ze mną. Oczywiście, nigdy na nie nie dotarła.  Dostałem telefon od jej matki, że leży w szpitalu, jednak zanim zdążyłem tam dobiec, ona już nie żyła. Tak bardzo zdawałaś mi się do niej podobna, a ja nie mogłem o niej zapomnieć. Chciałem być bliżej ciebie, lecz z upływem czasu zacząłem zdawać sobie sprawę, że tak naprawdę nie masz z nią nic wspólnego.
Co miały znaczyć te słowa? Słone łzy paliły cię od środka, a ty nie mogłaś wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Żadnej głoski. Żadnego szmeru.
-Jednak m bliżej cię poznawałem, tym bardziej łaknąłem twojego towarzystwa. Było dla mnie jak lek. Lek od bolesnych wspomnień, które nawiedzają mnie każdej nocy. Lekarstwo, które ma odpędzić ode mnie widmo dni, których nie mogę zapomnieć.
Zrobił pauzę, która mogła mieć wiele znaczeń. Mogła być pożegnaniem, pojednaniem, a może deklaracją miłości? Mężczyzna zrobił krok w twoim kierunku i mocno cię objął. Widziałaś łzy w jego oczach i miałaś ochotę zabrać cały ten ból, który sprawiał, że tak bardzo cierpiał. Gdybyś mogła scałować troski z jego skroni, na pewno byś to zrobiła. Wtedy cię pocałował. Pocałunek ten wyrażał wszystko, co tylko mogło być powiedziane, a jednak słowa były tu zbędne. Wyrażał tęsknotę, lecz zupełnie inną niż kiedyś. Tęsknotę za teraźniejszością, a nie za wspomnieniem. Miłość. Miłość żywą i realną, a nie zranioną i skrywaną głęboko w sercu. Teraz liczyłaś się już tylko ty.
-Już nigdy nie będę rozpamiętywał przeszłości.

Wreszcie miałaś go przy sobie. Tylko jego. Zagubionego chłopaka, który wydawał się znajomy, bo codziennie przechodził tą samą ulicą w nadziei, że MinAh wróci.


„Dear boy. I fell in love on a snowy day. I’ll be your forever as long as you’ll be mine”