piątek, 10 maja 2013

Nowości kinowe


Hej kochani ~. W związku z tym, że ostatnimi czasy dość często zdarzało mi się odwiedzać kino, pomyślałam że warto by było napisać coś o filmach, które obejrzałam w ciągu ostatnich dwóch dni.

 * Niepamięć
Jest rok 2077: Jack Harper (Cruise) stacjonuje na ewakuowanej Ziemi, serwisując niesprawne drony. Jego misja jako część operacji mającej na celu zabezpieczenie niezbędnych surowców po dekadach wojen z obcymi dobiega końca. Za dwa tygodnie Harper dołączy do grupy ocalałych przebywających w kolonii, na księżycu Saturna - Tytanie, z dala od zniszczonego wojną świata, który kiedyś nazywał domem. Życie patrolującego niebo z wysokości tysięcy metrów Jacka ulega drastycznej zmianie, kiedy ratuje z rozbitego statku kosmicznego piękną nieznajomą. Pojawienie się kobiety daje początek łańcuchowi wydarzeń, które zmuszają Jacka do podania w wątpliwość wszystkiego, co do tej pory wiedział. Odkrywając szokującą prawdę, która łączy go z Ziemią z przeszłości, Jack zostaje zmuszony do licznych aktów odwagi. Los ludzkości spoczywa teraz w rękach człowieka, który wierzył, że nasz świat wkrótce zostanie stracony na zawsze.

Jeśli chodzi o moją opinię... na film poszłam całkowicie spontanicznie. Razem z koleżanką w planach miałyśmy "Panaceum", jednak w końcu zdecydowałyśmy się właśnie na tą produkcję. Z reguły nie przepadam za filmami science fiction, ale ten oglądało się bardzo dobrze. Pomimo dość schematycznej fabuły, efekty są bardzo dobre, a w obsadzie możemy spotkać znane, te bardziej i mniej lubiane osobistości: Tom Cruise, Morgan Freeman, Nikolaj Coster-Waladu czy Olgę Kurylenko. Co uważam za największy plus filmu? Chyba to, że wreszcie doceniłam Toma Cruise'a, za którym nigdy nie przepadałam, tutaj za to bardzo mi się podobał. Ogólna ocena? Naprawdę w porządku.


*Iron Man 3

Niezastąpiony Robert Downey Jr. powraca  w roli miliardera i genialnego wynalazcy Tony’ego Starka w trzeciej części historii ze świata Marvela – "Iron Man 3". 

Świat Tony’ego Starka legł w gruzach w skutek podstępnych działań jednego z  jego najpotężniejszych wrogów. W poszukiwaniu zemsty Stark wyrusza w podróż, która wystawi na próbę siłę jego charakteru i ducha walki. Przyparty do muru, znów może polegać wyłącznie na swojej pomysłowości i instynkcie. Wkrótce odkrywa odpowiedź na od dawna nurtujące go pytanie: czy to zbroja czyni superbohatera?

Tony wypowiedział w tym filmie dość ciekawe słowa "Sami tworzymy własne demony", oczywiście miał rację.  Wielu tak mówi, i ja podzielam ich opinię, że trzecia część była najlepszą odsłoną przygód Iron Mana. Przebijająca poziom doskonałej części pierwszej, a stanowiąca odtrutkę po średnio udanym drugim filmie z serii.  Ja osobiście jestem zachwycona ^_^. Efekty były niesamowite, co jeszcze potęgował efekt 3D. Poza tym przede wszystkim, widziałam wersję z napisami i własnie tą polecam, gdyż dubbing jest kompletnie nieudany. Tutaj zdecydowanie bardziej zostaje wyeksponowana Pepper, postać grana przez Gwyneth Paltrow, która jest jedną z moich ulubionych aktorek. Momentami zdarzało jej się przyćmić samego Roberta, który jak już wiemy sam w sobie jest bezbłędny. Jednym zdaniem:  Studio marvela zdecydowanie ma się czym poszczycić.

***

W kinie widziałam też zapowiedzi filmów takich jak "Wielki Gatsby", czy druga część "Thora", na które zdecydowanie będę musiała się wybrać. Tymczasem dzisiaj czekają mnie korepetycje z matmy, na które chyba muszę się przygotować psychicznie. Poza tym życzę wszystkich zdającym powodzenia na pozostałych maturach !

niedziela, 5 maja 2013

Podsumowanie majówki

Heej~ Mam nadzieję, że długi weekend minął wam dobrze i wypoczęliście. Jeśli chodzi o mnie, z odpoczynkiem było raczej średnio, ale cieszę się, że zrobiłam dużo rzeczy, które od dawna miałam w planach. Niby to tylko niepełny tydzień, a tyle można ^_^ . Udało mi się przeczytać kilka książek, obejrzeć anime, dramę i kilka filmów, co bardzo, bardzo mnie cieszy. Krótko więc podsumowując, pomimo tego, że przez większość czasu pogoda niezbyt dopisywała, spędziłam te dni bardzo miło, i w końcu spokojnie. Odpoczęłam od ludzi, spotkałam się z przyjaciółką, i spędzałam czas dokładnie tak jak bym chciała. Wreszcie udało mi się zrobić dawno planowaną porcję ćwiczeń z koreańskiego, bo z powodu braku czasu moja nauka dosłownie stoi sobie w lesie i ani myśli się ruszyć. Te kilka dni w domu wpłynęło na mnie dużo lepiej niż mogłabym się tego spodziewać. Prawie że tryskam pozytywną energią, i mam nadzieję, że jeśli zostawię problemy same sobie, to może w końcu wszystko się ułoży. Mam już całkiem opanowane talk that, więc mogę wziąć się za naukę nowego układu. Wczoraj postanowiłam, że będzie to One shot B.A.Pów.  Wygląda na strasznie trudny, ale będę próbować, a nóż coś z tego wyjdzie. Jutro oczywiście idę do szkoły tylko po to, żeby od wtorku znowu mieć wolne z powodu matur. Teoretycznie powinnam się cieszyć z kolejnego tygodnia obijania, ale niestety nie będzie aż tak różowo. Dentysta, wypełnianie ćwiczeń z geografii i chemii, korepetycje z matematyki. Nie podoba mi się to, i nie mam ochoty na takie wolne. ;c. Jedynym pozytywnym aspektem będzie czwartkowe wyjście na Iron Man'a 3, o ile zbierzemy grupę i dojdzie ono do skutku. Tymczasem chciałabym wam przedstawić kilka pozycji, z którymi spędziłam ten tydzień :

1. Stephen King "Ręka Mistrza"

2. Zwierzenia Georgii Nicolson "Tańcząc na golasa"

3. George R.R. Martin "Starcie królów"

4. Boys over flowers

5. Kimi Ni Todoke

6. Tonari no Kaibutsu-kun

7. A werewolf boy


Jak na razie się żegnam, ale zapewne wpadnę do was niedługo z jakąś recenzją~. Trzymajcie się ~!







czwartek, 2 maja 2013

Molko day !



Dobry wieczór~! Bardzo ciesze się z dzisiejszego dnia, gdyż był on wyjątkowy pod wieloma względami i chyba nareszcie zaczyna się układać.  Zacznijmy więc od tego, że 2 maja jest dniem Placebo. Na domiar tego szczęścia miała odwiedzić mnie Ewa, koleżanka z Łodzi. Tak jak z Minhae w ferie, to było nasze pierwsze spotkanie, więc trochę się martwiłam.  Chciałyśmy przebrać się za znane osobistości, ale oczywiście kompletnie zapomniałam o mojej plakietce Winony Ryder, więc po prostu jak zwykle byłam zwyczajną fanką kpopu z multum przypinek na torbie, raz się żyje. Biedna Ewa oczywiście musiała się zgubić, więc przebiegłam całe centrum handlowe, żeby ją znaleźć. Kiedy wreszcie udało nam się cudem zetknąć, poszłyśmy do herbaciarni na starym mieście. Po drodze spotkałyśmy moich znajomych z kpopowej grupy. Siedząc spokojnie na kanapach  piłyśmy herbatę z imbryczka, a Ed śpiewała mi piosenki wilków, które leciały na głośnikach~ Następnie biorąc przykład z prawdziwych sumo udałyśmy się do mcdonalda i po raz kolejny spotkałyśmy kpoperów. Pogoda była dość dziwna, bo niby było nam ciepło, ale jednak zimno.  Później wybrałyśmy się do empiku zajmując miejsca przy regałach z książkami. Każda z nas wzięła sobie po powieści i na zmianę czytałyśmy na głos przypadkowe dialogi, które stworzyły nietypową rozmowę o wprost komicznym wydźwięku.  Naszym następnym celem było znalezienie jakiegoś fajnego gadżetu, który mogłybyśmy obie kupić. Przegrzebując sklepy i całe hordy kolorowych bransoletek, wreszcie znalazłyśmy czarne, plecione ze srebrnymi kwadracikami, które wyglądały najmniej obscenicznie, więc to je postanowiłyśmy kupić. Wzniosłyśmy toast monsterami i chodziłyśmy po delimie szukając herbaty w piramidkach.  W końcu zrezygnowane wybrałyśmy karmelową. W H&M dopadł nas tata ewy, dzięki któremu mogłam się nad nią trochę poznęcać i przynosić jej ubrania do przymiarki ^_^ Po wszystkim poszłyśmy do sklepu z zabawkami, gdzie wystawiona była nowa generacja Furby. Zabawki były wprost niesamowite, więc spędziłyśmy trochę czasu na zabawie z tymi stworkami, które ruszały uszkami, gadały i mlaskały, co było przesłodkie. Dzień spędzony razem dobiegł końca bardzo szybko. Mam nadzieję, że powtórzymy go w wakacje~.


środa, 1 maja 2013

Reply 1997


„Hello? Answer me. My 90’s.”


Jak można zauważyć, ostatnio oglądam dramy dosłownie z prędkością światła. Korzystając z wolnego i z możliwości zarywania nocy staram się nauczyć jak najwięcej koreańskich słówek i jak najwięcej obejrzeć. Oby się udało. Tymczasem, dziś recenzja kolejnej dramy: „Reply 1997”.

Konwencją dramy jest powrót grupy przyjaciół do cudownych lat 90, w których to przeżywali swoje pierwsze rozterki, wzloty i upadki, miłości do idoli i nie tylko.  Kiedy to debiutował jeden z pierwszych boysbandów SM Town, sławą cieszyły się kasety video, a każdy chciał mieć swojego tamagotchi, którym mógłby się opiekować. Chyba tyle na temat fabuły, bo pomysł jest dość prosty, ale sposób jego wykonania i wielowątkowość przekracza najśmielsze oczekiwania.


Twórcy serialu przedstawiają nam wydarzenia począwszy od roku 1997, kiedy to nasi bohaterowie mieli po 18 lat.  Co jakiś czas zmienia się typ narracji i każdy może dorzucić coś od siebie, chociaż główną bohaterką zdarzeń jest Sung Shi Won, śmiertelna fanka Tony’ego z H.O.T i przy okazji sadystka na pół etatu. Shi Won, Sung Jae, Yoon Jae, Joon Hee i Yoo Jung są zgraną paczką z Busan. Pewnego dnia jednak ich szeregi powiększają się i dołącza do nich Hak Chan, transferowy student z Seulu.  Chłopak ma dość nietypowe zainteresowania, a na jego komputerze można znaleźć sporo rosyjskich czy też amerykańskich „Unni” jak je bóg stworzył, jeśli wiecie o co mi chodzi. Serial jest dość nietypowy jeśli patrzymy przez pryzmat koreańskich dram. Pomimo dość szablonowej fabuły możemy się tutaj natknąć na całkiem kontrowersyjne kwestie. Główna bohaterka przyłapuję rodziców uprawiających seks w aucie, jeden przyjaciel z paczki jest gejem. I przy tym się zatrzymajmy. Joon Hee grany przez Hoyę z Infinite był dla mnie najmilszym zaskoczeniem dramy. Pomimo tego, że każda postać była wyjątkowo wyrazista, to właśnie jego upodobałam sobie najbardziej. Chyba ze względu na rolę, którą miał do odegrania, bo nie była ona łatwa, a Hoya jak na piosenkarza poradził sobie z nią bardzo dobrze. Urzekła mnie również Shi Won, główna bohaterka. Razem z przyjaciółką, Minhae, wielokrotnie stwierdzałyśmy że przypomina trochę nas. Dość brutalna wariatka, fanka na śmierć i życie. Mniej więcej ta sama kategoria człowieka, co my.


„Liking someone isn’t a choice. It’s what the heart is demanding”

Zetkniemy się tutaj też z motywem pierwszej miłości, bo przecież każdy kiedyś takową przeżywał. Nasi bohaterowie będą walczyli bardziej czy też mniej zaciekle o swoje uczucia, a zakochanie niektórych z nich przerodzi się w związki na całe życie. Z dramy tej dowiemy się, że pierwsza miłość nie zawsze jest spełniona, czasem uczucie nie dojdzie nawet do głosu, a miłość samą w sobie potrafi tak naprawdę docenić tylko ten, kto długo na nią czekał.

Kolejnym wielkim plusem dramy jest jej nieprzewidywalność. Twórcy bawią się z widzami aż do ostatniego odcinka, kiedy wyjaśnia się wiele kwestii, a oglądający dowiadują się rzeczy, których w życiu by nie przypuszczali. Reasumując, jeśli jest się fanem koreańskich dram, „Reply 1997” jest pozycją obowiązkową dla każdego. Jak na dramę jest niezbyt "dramatyczna", ale za to zabawna i bardzo życiowa. Serdecznie polecam.

Kimi Ni Todoke

"I've never treated you the same as anyone else"


Sawako od zawsze jest nieśmiała i samotna, ale nie przeszkadza jej to. Bowiem dziewczyna jest przyzwyczajona, że wszyscy w klasie się jej boją. Za sprawą śmiesznego nieporozumienia, które miało miejsce jeszcze w szkole podstawowej, ktoś kiedyś przekręcił jej imię i od tej pory wszyscy nazywali ją Sadako, czyli tak jak miała na imię bohaterka "Ringu". Pewnego dnia na jej drodze staje Kazehaya. Dosłownie i w przenośni, bowiem pyta Sawako o drogę do szkoły. Od tego czasu stara się być blisko niej i zaprzyjaźnić się z nietypową i trochę straszną samotniczką. 

Kimi Ni Todoke jest tytułem, który już od jakiegoś czasu dźwięczał w mojej głowie, głównie dlatego, że polecała mi go  przyjaciółka. Ja jednak, jak to ja, oczywiście zbierałam się do niego dość mozolnie.Zacznijmy jednak od głównych ról. Miura Haruma, czyli chłopak o najbardziej idealnym uśmiechu na świecie. Im więcej widzę go na ekranie, tym bardziej go lubię. Po dramie "Samuraj z Liceum", Haruma kompletnie złamał mój stereotyp o nim. Patrząc na niego należy więc pamiętać, że do zaprezentowania ma nie tylko ładną buzię, ale też całkiem fajne umiejętności aktorskie. Jeśli chodzi o mnie, uważam, że Miura jest idealnym typem licealnego chłopca, a przynajmniej był, bo od tamtego czasu bardzo się zmienił. Podsumowując tu jednak jego wątek,  rolę Kazehay'i uważam za bardzo udaną.


Jeśli zaś chodzi o Mikako Tabe, również uważam, że nie mogli znaleźć na miejsce Sawako nikogo lepszego. Dziewczyna grała dobrze, i stanowiła dla nas zaskoczenie, ponieważ na pierwszy rzut oka wcale nie wydaje się ładna. Zazwyczaj chodząca ze spuszczoną głową, strasząca "Kuronuma" raczej nie przyciągała do siebie ludzi, jednak całe nasze pojęcie o niej zmienia się, gdy dziewczyna się uśmiecha. Uśmiech Sawako jest wprost przepięknym widokiem,  który potrafi roztopić nawet najtwardszy lód. Im dłużej patrzymy na bohaterkę tym ładniejsza nam się wydaje. Co więcej, Sawako jest dziewczyną niezwykle poprawną, inteligentną i uczciwą, co sprawa, że zawsze postępuje słusznie, jednak bardziej troszczy się o dobro innych aniżeli swoje własne szczęście, co momentami prowadzi do nieporozumień. 


Jeśli chodzi tu o role drugoplanowe, największym zaskoczeniem były dla mnie przyjaciółki Sawako: Ayane i Yoshida. Kolejny aspekt filmu, który sprawia, że jesteśmy w stanie odzyskać jakąkolwiek wiarę w zepsute społeczeństwo XXI wieku. Dziewczyny różnią się od Sawako. Mają modne fryzury, zupełnie inaczej wyglądają, ale tak naprawdę  żadna z różnic nie przeszkadza im w zostaniu najlepszymi przyjaciółkami. Ten wątek w akcji wywarł na mnie szczególnie pozytywne wrażenie, ponieważ daje nam nadzieje na szczęście w tym potencjalnie szarym świecie, "gdzie człowiek człowiekowi wilkiem", a wszyscy oceniają się tylko po wyglądzie zewnętrznym. Jak jednak pokazuje nam film: Prawdziwa przyjaźń nie widzi różnic.

Podsumowując więc... Kimi Ni Todoke jest zwyczajnym i dość prostym filmem obyczajowym z elementami romansu, więc nie muszę chyba mówić iż nie znajdziemy tu prawdziwych dramatów rodem z telenoweli, oraz dynamicznych zwrotów akcji. Możemy jednak liczyć na miłych aktorów, japońską codzienność, przyjaźń, i czystą, jasną miłość pokazaną w przepiękny sposób. Kimi No Todoke jest produkcją bardzo pozytywną, gdyż w dużej mierze kształtuje u nas przeświadczenie, iż świat naprawdę potrafi być tak pozytywny, a dobro zawsze zwycięży tak jak tu. Ja osobiście po obejrzeniu Kimi Ni Todoke poczułam się dużo lepiej, gdyż potrzebowałam czegoś, co nastroi mnie pozytywnie do życia. Ze swojej strony, film polecam :)