sobota, 23 listopada 2013

,,Nadzieja zarzewiem rewolucji"


Witam was kochani po krótkiej przerwie. Dziś trochę na temat drugiej części ,,Igrzysk Śmierci: W pierścieniu ognia".

Jeśli ktoś z was zabrał się za książkę czy oglądał pierwszy film, zapewne ma pojęcie o losach młodej Katniss Everdeen. Mimo wszystko zrobię mały wstęp dla osób, które pierwszy raz stykają się z tytułem.

Panem jest krajem podzielonym na dwanaście kontrolowanych przez władzę dystryktów. Rzecz oczywiście ma miejsce w przyszłości. Nieistniejący już dystrykt trzynasty doprowadził do krwawego powstania wśród jego mieszkańców w celu wyzwolenia uciśnionego narodu. Rebelia została stłumiona przez władzę, zaś trzynastka zmieciona z powierzchni ziemi. Od tamtej pory na ,,pamiątkę" tego jakże ważnego wydarzenia co roku odbywają się Igrzyska, w których udział mają wziąć młody chłopak i dziewczyna z każdego dystryktu. 12 par trybutów daje nam 24 osoby... prowadzone na rzeź by pozabijały siebie nawzajem. Katniss Everdeen nie zapomina jednak, że jej prawdziwym wrogiem nie są trybuci, lecz bezwzględna stolica, Kapitol. Doprowadza więc do wygranej siebie i Peeta'ę Mellark'a, chłopaka z dwunastki, którym udaje się przeżyć jedynie przez odgrywanie miłości na arenie i chęć popełnienia wspólnego samobójstwa, które nie dałoby władzom zwycięzcy, do czego oczywiście nie mogło dojść.

Tyle w kwestii fabuły części pierwszej. Co z kolei jest jej kontynuacją? Życie Katniss i Peeta'y w dolinie zwycięzców mogłoby wskazywać na sielankę. Jak jednak żyć w chwale mając przed oczami twarze 22 osób, do których śmierci się przyczyniło? Cóż, to nierealne. Twoje życie staje się publiczną rewelacją tylko i wyłącznie dlatego, że byłeś w stanie mordować, a dodatkowo okazałeś się najsprytniejszy. By przeżyć, musiałeś oszukiwać cały kraj, wmawiając wystraszonym ludziom, iż partner na arenie jest miłością twojego życia. Co gorsze, nie ma odwrotu. Kosogłos na broszce Katniss staje się symbolem buntu, który podłapują ludzie w pozostałych dystryktach. Zaczynają mieć nadzieję, a tym samym sprzeciwiać się systemowi, co oznacza, iż młoda bohaterka staje się niebezpieczna dla tyrańskich władz... więc trzeba ją wyeliminować. By zdusić powstanie w zarodku, w 75 rocznicę igrzysk, na scenie staje jak zwykle 24 trybutów, jednak tym razem wybieranych wśród dotychczasowych zwycięzców, by ludzie nie mieli już nikogo, kto może dać im nadzieję, ponieważ tamci się wymordują.

Nadmienię, że jestem ogromną fanką serii Suzanne Collins, chociaż pomysł jest naprawdę odmienny a przy tym kontrowersyjny. Fakt, ,,Igrzyska śmierci" jako powieść żrą się czytelniczo, gdyż są niezwykle wciągające i świetnie napisane, jednak wyobraźcie sobie, co dzieje się z człowiekiem, gdy raz walczył na śmierć i życie, zabijał, a zostaje do tego zmuszony ponownie. Zgaduję, że zabicie człowieka jest traumą prowadzącą do głębokiej dezintegracji psychiki, a trzeba to zrobić ponownie, i jeszcze raz, i znów. Po ten właśnie wątek sięga Francis Lawrence, reżyser drugiej części. Wolę nie wyobrażać sobie, jak musi czuć się człowiek popychany do takiego czynu, byle tylko przeżyć. Panem jest bowiem krajem pozbawionym wszelkiego szacunku dla ludzkiego życia, gdzie co bogatsi obywatele zmuszają się do rzygania byle tylko nażreć się dalej, podczas gdy mieszkańcy dystryktów umierają z głodu. Motyw rebelii jest bardzo powszechnym w literaturze i kinie, jednak tutaj przedstawiony w niezwykle przystępny i wręcz ,,smakowity'' sposób. Jest interesujący, wciągający oraz sprawia, że chce się więcej i więcej. Sięga on przede wszystkim do historii, gdyż nie ma chyba narodu, który nigdy nie wznieciłby powstania. Możemy więc powiedzieć, iż ,,Igrzyska śmierci" są pewnego rodzaju powtórką z wydarzeń historycznych  jednak z tą różnicą że rozgrywają się w niedalekiej przyszłości. Myślę, że pokazuje to nam, iż tyrańska władza niezależnie od czasów stanowi ucieleśnienie zła, zaś nawet najmniejsza nadzieja jest w stanie zagrzać ludzi do walki o wolność. Jak widzimy, nie zmieniło się to na przestrzeni lat, i zapewne się nie zmieni, gdyż człowiek dąży do bycia jednostką indywidualną i niczym nieskorumpowaną.

Patrząc jednak na sam film, został zrobiony bardzo zgrabnie. Naprawdę dobre efekty specjalne, gra aktorska również w pełni mnie zadowoliła. Od wielu lat śledzę karierę Josh'a Hutcherson'a i można wręcz powiedzieć, że dorastałam razem z nim. Z przyjemnością obserwuję jego rozwój jako aktora i według mnie chłopak jest naprawdę dobry w tym co robi. Jestem jego fanką, a i w roli Peet'y sprawdza się świetnie, nawet pomimo stosunkowo niskiego wzrostu. Dla mnie zdecydowane tak. Co do Jennifer Lawrence, przechodzi samą siebie. Uważam iż jest ona dobrą aktorką, a gra w hicie dla mas takim jak ,,Igrzyska" nie urąga zbytnio jej reputacji. Najlepsza Katniss Everdeen, jaką mogłam sobie wyobrazić. Co najbardziej do mnie przemówiło? Otóż to, że na twarzach aktorów byłam w stanie dostrzec wszystkie dylematy, uczucia i lęki bohaterów, których doświadczam i ja, wczuwając się w ich sytuacje. Gra aktorska głównej dwójki nie budzi kompletnie żadnych zastrzeżeń. Jest przekonująca, nieprzesadzona, w sam raz, zwyczajnie wiarygodna. Co do ról drugoplanowych, na absolutną uwagę zasługują Lenny Kravitz, Elizabeth Banks, Liam Hemsworth, Jena Malone i Sam Claflin.
Cała oprawa filmu, zarówno jeśli chodzi o muzykę, kamerę, scenariusz i efekty specjalne jest naprawdę dobra, zdecydowanie nie mam większych zastrzeżeń. 

Czy film zadowoli fanów książki? Mogę się przeliczyć, jednak wydaje mi się, że tak. Sama nie pamiętałam powieści perfekcyjnie i zauważyłam kilka niedociągnięć, ale.. ci którzy zazwyczaj nie są w stanie wybaczyć drobnych nieścisłości powinni zrozumieć, że trudno zawrzeć ponad 300 stron w niecałych dwu godzinach produkcji. Jest to praktycznie nierealne, więc jeśli już się czepiamy, czepiajmy się rzeczy istotnych, takich jak zmiany w bohaterach czy fabule, których tutaj akurat nie zauważyłam. Nie jest też tak, ze nie zwracam uwagi na żadne błędy, jednak chodzę na filmy dla przyjemności, a nie po to, żeby tylko i wyłącznie wypatrywać wad, gdyż produkcja sama w sobie jest dobra. Wszystko więc w granicach zdrowego rozsądku :). Polecałabym skupić się na tym, co jest najważniejsze w powieści Suzanne Collins, a w filmie zostało to zawarte. Reżyser w świetny sposób kontynuował obraz młodej Katniss dającej ludziom nadzieję i będącej zarzewiem nadchodzącej rebelii. Jak później się dowiemy (spoiler), pozostali zwycięzcy wśród trybutów współpracowali ze sobą, by tylko owe powstanie mogło dojść do skutku, a więc poświęcili swoje życie dla młodej bohaterki, w której ludzie dopatrywali się kosogłosa, symbolu siły i walki. Zarzućmy więc na koniec jakąś mądrą puentą, jak to w recenzjach bywa : Ważne jest byśmy nigdy nie zatracili siebie i naszych wartości, oraz tego kim jesteśmy. Poczucie wartości etycznych i sprawiedliwości  jest bowiem naszym najcenniejszym darem, o ile umiemy go w sobie pielęgnować, co idealnie pokazuje powieść Collins i film Lawrence'a. Gdy pojawia się nadzieja, nawet najgorsze możliwe konsekwencje przestają być ważne, jeśli w grę wchodzi odzyskanie tego, czego pragniemy najbardziej, czyli wolności dla nas i naszych najbliższych.

No cóż, mam nadzieję, że wam się podobało. Proszę o nie kopiowanie, gdyż tekst jest całkowicie własny. Trzymajcie się i dobranoc~~

9 komentarzy:

  1. Tekst bardzo mi się spodobał, lubię sposób w jaki piszesz. Też uwielbiam "Igrzyska". Wreszcie jakieś książki, które odbiegają od standardowych tematów zyskały popularność. Aktualnie czytam "Kosogłosa".
    Twoja recenzja filmu bardzo mnie ucieszyła. Widocznie będzie ciekawy i zgodny z książką. Zgodzę się z tym, że Jennifer jest idealna w roli Katniss. Czytając już nie potrafię jej sobie wyobrazić w inny sposób. Tak samo Jhos perfekcyjnie sprawdza się w roli Peety.
    Osobiście chyba nie będę miała okazji wybrać się do kina, ale obejrzę film, gdy tylko wyjdzie na DVD, ewentualnie gdy pojawi się na zalukaj :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie widziałam i nie czytałam ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. Nic nie mów t.t... Od kilku miesięcy trułam rodzicom, że będzie druga część Igrzysk Śmierci, a druga część moim zdaniem z całej trylogii książek jest najzawalistsza i okazuje się nagle, że nie jedziemy. Juhu. Zostaje mi internet, ale to nie to samo ... t.t

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę jak najszybciej przeczytać drugą część, bo pierwszą przeczytałam i choć film mi się nie spodobał (w przeciwieństwie do książki) mam wielką część na kontynuację ^ ^ Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  5. Heh, no a ja inteligentnie byłam w piątek na II część, mimo że ani nie widziałam I, ani nie czytałam ksiązki xD. Powiem tak, po jakimś czasie ogarnęłam fabułę i muszę przyznać, że pomysł był bardzo dobry, tylko bardziej by mi się spodobał osadzony w trochę mroczniejszym klimacie... No, mimo wszystko za mało dosadnie było wyrażone to, że muszą się nawzajem pozabijać, no bo to jednak jedna z najgorszych rzeczy na świecie, a w filmie to trochę za łagodnie było przedstawione. Cóż, pewnie potencjał filmu lepiej by wykorzystał Terry Goodkind, gdyby to on był autorem ksiązki xD.

    OdpowiedzUsuń
  6. W czwartek idę do konia na to cudo. Jestem mega podekscytowana. Książki mi się strasznie podobały, a pierwsza część filmu była niesamowita.

    OdpowiedzUsuń
  7. Książki uwielbiam! Są to moje namber-łany. XD Pierwszy raz czytałam je z 2 lata temu (jeszcze nie było "Kosogłosa") wypożyczone z biblioteki. Po przeczytaniu musiałam je mieć na półce! Wstyd się przyznać ale do dziś "Kosogłosa" nie mogę przeczytać, jakoś tak inne mi wpadają w ręce. Cóż może to dlatego ze nie chcę rozstawać się z bohaterami tej serii, pomimo tego, że jest w niej tak okrutna historia którą zakończyć jak najszybciej. Co do filmu, jakoś mnie do niego nie ciągnie. To co zrobili mojemu wyobrażeniu Peety to.. Ała, ale chyba większym rozczarowaniem okazał się Jese z "Darów Anioła"... O tym drugim filmie to aż szkoda rozmawiać... Ale wracając co "Igrzysk..." Nie uważam by film był jakąś totalną klapą, ale brakowało mi w nim tego co opisuje Katniss. Z tak głębokiego tytułu wyszedł jakiś dość płytki film, skupiający się na złym państwie Panem. Według mnie powinni dodać do niego przemyślenia bohaterki, tak jak to uczyniono np. w "Zmierzchu". Bo "Saga Zmierzch" ma i dobry film i bardzo dobre książki. A to, że historia co niektórym nie odpowiada to zupełnie inne kryterium. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę przyznać, że bardzo mnie zachęciłaś do tego filmu. Jako tako trzymałam się
    od niego z daleka (jakoś za bardzo przypominał mi Mortal Combat...?).
    Może obejrzę na dniach :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie znam tego filmu ani książki ale zachęciłaś mnie do obejrzenia/przeczytania. Zobaczymy jak to wyjdzie na razie jedna książka mi już zalega. :)

    http://dorota-nevergiveup.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń