poniedziałek, 18 lutego 2013

Gejowanie - Relacje ze spotkania~


Na początek należą wam się krótkie wyjaśnienia odnośnie przerwy w dodawaniu notek. W środę przyjechała do mnie Minhae i pojechała dopiero dzisiaj, więc usprawiedliwiam się w ten sposób, że cały swój wolny czas spędziłam z nią. Dlatego w dzisiejszej notce postaram się napisać krótką relację, powyjaśniać wszystko co i jak :)


Jak się poznałyśmy? Jakieś 6 lat temu każda z nas oglądała 'Most do Terabithii'. Film spodobał nam się do tego stopnia, że obie trafiłyśmy na forum poświęcone temu filmowi.  Minhae zobaczyła, że mam trampki, które są podobne do butów noszonych przez główną bohaterkę filmu. I tak zaczęła się nasza znajomość, Gejuś napisał do mnie z pytaniem, gdzie może kupić takie trampki. Nikt raczej nie pomyślałby, że prosta internetowa znajomość może potrwać więcej niż może... pół roku? Coś koło tego.


Byłyśmy jeszcze dzieciakami. Minhae zaczynała gimnazjum, ja byłam plus minus w połowie podstawówki. A jednak jakoś nam się udało. Gadałyśmy prawie codziennie. Począwszy od pierdoł, aż po sprawy, które nie dawały nam żyć. Od początku dzieliłyśmy szczęście i smutki, i w ten oto sposób w tym roku minęło 6 lat naszej znajomości, która do teraz była utrzymywana jedynie za pomocą internetu, telefonów i smsów. Inicjatywa spotkania wyszła dopiero koło zimy tego roku. Wtedy po raz pierwszy wysłałyśmy sobie świąteczne paczki i wstępnie umówiłyśmy się na spotkanie w wakacje.  Stwierdziłyśmy jednak, że do wakacji minie za dużo czasu, chociaż teoretycznie skoro znamy się już 6 lat, to pół roku można poczekać. Mimo wszystko okazało się, że mamy ferie w tym samym terminie, więc dość spontanicznie Minhae postanowiła do mnie przyjechać, w co do tej pory nie wierzę <3


Dzień 1
Skoro świt, Minhae wsiadła do busa i od rana dzwoniła do mnie po wskazówki. Jak dojechać do mojego miasta, gdzie wysiadać, gdzie nie wysiadać, dokąd kupić bilet. Jak się okazało, już przy pierwszym etapie podróży miała problemy, bo na początku kupiła bilet do złej miejscowości. Mimo wszystko miły pan kierowca darował jej 10 złoty i w końcu wysiadła z tego felernego autobusu. Czekałam na nią w miejscu, z którego miałam ją odebrać. Geje oczywiście rzuciły się sobie w ramiona i razem pojechały do domku, w którym miały mieszkać. Pierwszego dnia nie działo się nic oprócz gadania, małych zakupów, wariowania i bardzo, bardzo nieudanych prób nakręcenia jakiegoś filmiku.



Robiąc zakupy w TESCO zauważyłyśmy jednak coś, co przykuło naszą uwagę. Mała, biedna Hello Kitty siedziała na dziale z papierem toaletowym. Jak na prawdziwe geje przystało, postanowiłyśmy odnieść ją na dział z zabawkami, gdzie ponownie odwiedziłyśmy ją kilka dni później.


Dzień 2
Zdecydowanie najciekawszy dzień naszego pobytu razem. Znowu wstałyśmy skoro świt z zamiarem zwiedzenia starego miasta i plazy. Wsiadłyśmy do autobusu numer 26, który jechał do centrum. Na przystanku, na którym miałyśmy wysiąść otworzyły się drzwi i Minhae zauważyła swojego kolegę z Tajwanu, jednak za bardzo stchórzyła i wysiadając w pośpiechu z autobusu zepsuła sobie torebkę. Później strzelała do Chien-Lu głupa, że wcale go nie widziałyśmy, chociaż byłam w takim szoku, że jednak nie do końca wiedziałam, co się dzieje. Poszłyśmy na stare miasto, gdzie zostałyśmy bardzo dotkliwie zaatakowane śnieżkami, po czym dość zrezygnowane wybrałyśmy się na obiad do Maca. Następnie pojechałyśmy na ulicę Chodźki. Jest to zwyczajna, lubelska ulica pełna akademików czy innej maści domów studenckich. Jadąc w rzeczone miejsce okazało się, że znowu jesteśmy w pechowej linii 26 z tajwańskim kolegą. 


Gdy już wysiadłyśmy na Chodźki, nie do końca wiedziałyśmy gdzie iść. Nawet ja, która mieszkam w Lublinie od 17 lat, nie miałam pojęcia gdzie znajduje się tam...cokolwiek. Po chwili dostałyśmy jednak wiadomość, ni stąd ni zowąd, żeby iść prosto, a następnie skręcić w prawo. Tak też postąpiłyśmy. Tym samym dotarłyśmy do zwykłego, ale miłego osiedlowego sklepiku, obok którego stał kolega z Tajwanu. Przywitałyśmy się z nim, chwilę porozmawiałyśmy i poszłyśmy zrobić zakupy. Później chciałyśmy iść do reala, jednak nie miałyśmy pojęcia jak tam dotrzeć. Chien-Lu był na tyle miły, że nas tam zaprowadził.
Pomógł nam z drugą częścią zakupów, a później pokazał nam, gdzie możemy kupić koreański ramen i przy tym dzięki nim wypiłyśmy najlepsze na świecie drinki w puszce nazywane potocznie nektarem bogów^^


Dzień 3
Tym razem niestety nie udało nam się wstać wcześnie. Miałyśmy w planach pojechać do następnej galerii, Olimpu. Długo szukałyśmy drogi, jednak wreszcie udało nam się tam dotrzeć. Poszłyśmy do kilku sklepów, jednak nie udało nam się nic kupić. Kiedy Chien-Lu skończył zajęcia, dołączył do nas i razem poszliśmy na najlepsze na świecie sushi z krewetkami. Minhae oczywiście nie wiedząc, że może oderwać krewetce ogonek, narobiła kompletnej siary i śmieliśmy się z tego chyba przez milion lat. Dzień wcześniej ćwiczyłyśmy zawzięcie jedzenie pałeczkami na chipsach i cukierkach, jednak nasze wyniki w tej dziedzinie nie były zbyt cudowne. Pomimo licznych utrudnień i tego, że przez pół godziny Chien-Lu próbował nas nauczyć jedzenia pałeczkami, wreszcie nam się udało i sushi nie wylądowało w żadnym nieplanowanym miejscu. W uczeniu nas jedzenia pałeczkami nasz znajomy był dość wytrwały, jednak nieco się zniechęcił, kiedy zobaczył, że jestem leworęczna. Trochę zrezygnowany stwierdził,. że wersji dla leworęcznych jeszcze nie opatentował.



Dzień 4
Tego dnia postanowiłyśmy dać sobie na luz i zrobić tylko zakupy. Jak zwykle nie mogłam Minhae dobudzić, jednak w końcu zebrałyśmy się i poszłyśmy się powłóczyć. Nie zajęło nam to długo, ale kiedy naładowane tigerami wróciłyśmy do domu, postanowiłyśmy zacząć uczyć się układu południowokoreańskiego zespołu Girls Day. To było nasze drugie podejście i zrobiłyśmy całą pierwszą zwrotkę aż do refrenu^_^


Dość zgodnie stwierdziłyśmy również, że umiejętności taneczne są wprost proporcjonalne do ilości wypitego alkoholu.  Nie mogło również obyć się bez oglądania teledysków BIGBANG  i komentarzy Minhae w stylu 'Boże, Seungri wyzwala we mnie takie ruchy kopulacyjne jak nikt inny'.



Dzień 5
Główną misją przedostatniego dnia pobytu Minhae było kupienie czegokolwiek, co przypominałoby nam o sobie. Wisiorka, bransoletki, czegokolwiek. Na początku stawiałyśmy, że będzie to jakaś biżuteria. Na nowo objechałyśmy wszystkie galerie w Lublinie, jednak nie znalazłyśmy zupełnie nic. Pojechałyśmy też do tego kochanego sklepiku na Chodźki, tak aby każda z nas mogła zrobić dla siebie zapas ramenu i wziąć go do domu. Zdemotywowane faktem, że z biżuterii jednak nici, postanowiłyśmy kupić sobie pluszaki. W TESCO dopadłyśmy bardzo fajne, małe, pluszowe krówki, które jednak kupiłyśmy ze szczególnego powodu. Wszystko zaczęło się od niewinnego oglądania tajwańskich teledysków. Natrafiłyśmy na piosenkę Stanley'a Huang'a. Jedną ze scen teledysku był wypas zwierząt hodowlanych, a ja z przejęciem i zachwycona ich słodkim widokiem, byłam dosłownie pewna, że to krówki. Jak się okazało wcale nie były to krowy, ale kozy, więc Minhae miała ze mnie polewkę do końca pobytu tutaj, dlatego wymyśliła, że kupimy sobie pluszowe krówki, co zawsze będzie mi przypominać o moim głupim błędzie.



Dzień 6
Niestety, dzisiaj najtrudniej ze wszystkich dni udało nam się zebrać do zrobienia czegokolwiek. Obie wstałyśmy rano dość przybite faktem, że nasza przygoda dzisiaj już się kończy. Posprzątałyśmy wszystko, spakowałyśmy się z wielkim trudem i poszłyśmy do TESCO, żeby Minhae mogła uzupełnić zapasy na drogę. Ostatnie kilka godzin spędziłyśmy na zamulaniu i słuchaniu Rainie Yang, prawie jak czekając na wyrok śmierci. Nie wiedziałyśmy co się dzieje, ale jasne było, że zaraz musimy się rozstać, co jak się domyślacie, obie z nas wprawiało w masakryczne przygnębienie, jednak obiecałyśmy sobie, że nie będziemy płakać.
W ostatniej chwili pakowania postanowiłyśmy się zamienić rzeczami, które były dla nas bardzo ważne, czyli plecakami kostkami. Ja wzięłam zieloną kostkę Minhae, ona zabrała moją, czarną. W ten sposób codziennie idąc do szkoły będziemy pamiętać wszystko, co działo się przez ten niesamowity tydzień.

   

Kiedy dotarłyśmy na dworzec, obie byłyśmy coraz bardziej zdenerwowane. Zbliżała się 16, czyli sądna godzina odjazdu. Obu nam było strasznie smutno, i  obie czekałyśmy dość przybite. Kiedy w końcu bus przyjechał i Minhae kupiła bilet, zaczęłyśmy się żegnać. Stałyśmy tam jak ostatnie paralityki i ręce niemiłosiernie nam się trzęsły, nie tylko z zimna. Stałyśmy bite dziesięć minut przytulone do siebie i płakałyśmy. W końcu każda z nas pojechała w swoją stronę ciągle wymieniając z drugą smsy.



No cóż, wszystko co dobre kiedyś się kończy. Teraz czekamy do wakacji, na następne spotkanie :)


9 komentarzy:

  1. Naprawdę wam zazdroszczę takiej znajomości.
    I gdy pisałaś że Minhae ma do cb przyjechać nie umiałam sobie tego wyobrazić jak się zachowacie po zobaczeniu siebie na żywo.
    Piękne krówki ^_^.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow jestem pod wrażeniem waszej przyjaźni O.O 6 lat znajomości tylko i wyłącznie przez internet, no no. Urocze gify i te krówki *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. + Zostałaś nominowana ;D Wiecej informacji tutaj:
    http://our-korean-dreams.blogspot.com/2013/02/the-versatile-blogger.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju ! zazdroszę:) moją najlepszą przyjaciółkę poznałam przez internet jakieś 3 lata temu ,szkoda że mieszka na drugim końcu Polski:c

    OdpowiedzUsuń
  5. no o przyjaźń trzeba dbać ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zostałaś nominowana do The Versatile Blogger^^
    Więcej na: http://life-is-full-of-dreams.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny blog. Z całą pewnością będę odwiedzać go częściej.

    + w jaki sposób robisz gify?

    OdpowiedzUsuń
  8. oje Hahhaa ale kolega z Tajwanu wam ćwieka zbił, a lewa ręka mu XD Zabawny i wartościowy czas :) Ja zaczęłam się kolegować od 13/14 roku życia na necie. I mam kilka koleżanek, kolegów i przyjaciela...:D No i chłopaka też mam z neta nie ukrywam >.<
    Ojj ja się nie popłakałam jak po 3 tyg spotykania się i siedzenia non stop po min 4 h jak pracowałam do 17 rypałam na 18 na spotkanie a wstać trzeba wcześnie np jutro też do pracy :) Men ale jak zadzwonił to się poryczałam, bardzo się zmartwił. To takie słodkie. Ja płaczę cicho ale jak się nie jest nic w stanie powiedzieć. Hmm <3 Jej słodkoo :)

    OdpowiedzUsuń