piątek, 23 sierpnia 2013

The Moon That Embraces The Sun - recenzja dramy


Historyczne królestwo Joseon. Podczas trwania ceremonii zakończenia uczelni Sungkyunkwan, towarzysząc swojemu bratu, młoda Heo Yeon Woo przez przypadek poznaje Lee Hwon'a. Początkowo bierze chłopaka za złodzieja, jednak gdy brat dziewczyny mianowany został do rangi królewskiego nauczyciela, młoda panienka zdaje sobie sprawę że pomyliła księcia z nikczemnym złodziejaszkiem. Niedługo później miłość tej dwójki rozkwita, a młodziutka Yeon Woo zostaje koronowaną księżniczką. Spiski dążących do władzy urzędników prowadzą do upozorowania śmierci dziewczyny, przez co następne 8 lat zmuszona jest przeżyć w ukryciu, nie pamiętając nic ze swojej przeszłości. Z tego powodu cierpi nie tylko Lee Hwon, który po szybkiej śmierci ojca stał się królem, ale i jego przyrodni brat Yang Myung, który żywi do dziewczyny silne uczucia, jednak nie dane było mu zawalczyć o serce szlachetnie urodzonej, gdyż ten był synem kurtyzany. Losy tej trójki splotą się za sprawą przeznaczenia i czarnej magii, gdyż Yeon Woo nieświadoma swojej przyszłości zostaje szamanką, a król będzie musiał zapanować nie tylko nad swoim pierwszym, młodzieńczym uczuciem, ale też nad rebelią i spiskami, których celem jest odebranie mu władzy.

Przyznam szczerze, że trochę myślałam nad stworzeniem opisu dramy, gdyż w internecie seria ta określana jest dwoma zdaniami wprowadzenia, które jak przekonałam się na własnej skórze, są kompletnie nieadekwatne do jej faktycznej fabuły. Po przeczytaniu jakże lakonicznego opisu spodziewałam się jednego, a oglądając dramę dostałam coś zupełnie odmiennego, tak więc sama przedstawiłam wam zarys fabuły.

Jeśli chodzi o historię, którą przedstawia seria, była to jedna z poważniejszych dram historycznych, jakie do tej pory oglądałam. Wystarczyło kilka odcinków, bym przekonała się, że scenarzyści uśmiercają tutaj postaci prawie niczym George R.R.Martin bohaterów "Gry o Tron". Pomysł na dramę zdecydowanie przypadł mi do gustu, chociaż bardziej skłoniła mnie ku niej obsada- jednak o tym później. Mamy tu wiele intryg, trochę czarnej magii, liczne walki o władzę a w tle rozmaite przeciwności spotykające przyjaciół czy kochanków, które poddają ich uczucia próbie. Pod względem fabuły jestem zdecydowanie na tak, chociaż pojawiały się tutaj i odcinki, które w dużej mierze były przegadane, jednak później inne nadrabiały nadmiarem akcji. 

Co do bohaterów, drama przedstawia ich w sposób, który pozwala nam poznać postaci dosłownie od podszewki, gdyż  znaczna część serii przedstawia ich w wieku nastoletnim, później zaś w życiu dorosłym.
Od samego początku moje serce skradł książę Yang Myung. Grany początkowo przez Lee Min Ho, którego pokochałam dzięki dramie "Rooftop Prince". Książę był młodym i ambitnym człowiekiem, zawsze żyjącym w cieniu syna króla z prawego łoża. Chłopak posiadał wiele talentów, i bez większego wysiłku mógłby zostać urzędnikiem i wieść dostatnie życie. Zmuszony jednak był do bytowania na tak zwaną "kocią łapę" gdyż był synem konkubiny. Postać, z powodu której najwięcej wycierpiałam i współodczuwałam każdą jego porażkę. W jego rolę w dorosłym życiu wcielił się Jung Il Woo, dzięki któremu sięgnęłam po tę dramę. Il Woo zagrał tutaj bezbłędnie. Wszystkie jego emocje były idealnie wyważone, wręcz wystudiowane, a jednocześnie naturalne. Bohater, który starał się cieszyć życiem, choć tak naprawdę miał jedynie przyjaciół, bo wszystko inne dostawał jego przyrodni brat. Przejdźmy jednak do roli księcia korony, Lee Hwon'a. W jego rolę wcielił się Yeo Jin Goo, później zaś Kim Soo Hyun, który zaistniał dzięki roli w "Dream High". I tutaj już nie jest tak różowo, gdyż jak młoda odsłona księcia przypadła mi do gustu, tak dorosłej nie mogłam zdzierżyć. Soo Hyun zagrał księcia w sposób genialny. Wszystko było naturalne, na wysokim poziomie, jednak problem tkwił nie w aktorze, a w samym charakterze postaci. No cóż, któregoś z rodziny królewskiej wybrać musiałam, ale niestety nie był to Lee Hwon.

Przejdźmy jednak do ról żeńskich. Główna bohaterka budziła we mnie mieszane odczucia. Jako młodą Yeon Woo oglądać mogliśmy Kim Yoo Jung, śliczną i utalentowaną. Wraz z młodym odtwórcą roli króla tworzyli idealną parę, jak z obrazka. W dorosłym życiu jednak czar prysł, a śliczną dziewczynkę zastąpiła Han Ga In, która niestety pod względem  wyglądu zupełnie nie przypadła mi do gustu, gdyż nie dorastała swojej 'młodszej wersji' do pięt. Pod względem gry aktorskiej była całkiem w porządku, jednak jak w przypadku króla, czar po prostu prysł. Dorosła Yeon Woo była trochę bezpłciowa, zagubiona i średnio zdecydowana, po prostu coś mi się w niej nie spodobało i wielokrotnie oglądając dramę miałam wrażenie, że postaci drugoplanowe są tak naprawdę ważniejsze i mają ciekawsze historie życia i problemy niż główna para. Większość ról żeńskich w tej dramie jednak zdecydowanie przypadła mi do gustu i bez wyrzutów stwierdzam, że jeśli chodzi o obsadę, seria ta utrzymuje naprawdę wykosi poziom dobrej gry.

Soundtrack niestety nie zwrócił mojej uwagi. Jedynym utworem, który zapadł mi w pamięć była piosenka Lyn, pojawiająca się na napisach końcowych i zapowiedziach. Ogółem rzecz biorąc było w porządku, jednak muzyka w dramie nie dostarczyła mi fajerwerków. Niestety pod tym względem czuję lekki niedosyt. Mam również spory dylemat przy ocenie serialu, gdyż były momenty, gdy ogromne mnie wciągał, ale zdarzały się też takie, że chciałam tylko przewijać.

Końcowe wnioski? Drama zdecydowanie mi się podobała. Nie była ani trochę cukierkowa, momentami wręcz raziła brutalnością i tym, jaką naturę faktycznie potrafią skrywać ludzie. Każda z postaci, pomimo że podobały mi się mniej czy bardziej, miała swój urok i własną historię, która chwytała za serce i dominowała późniejsze działania bohatera. Zdecydowany, ogromny plus za obsadę, a szczególnymi umiejętnościami aktorskimi bez wątpienia wykazali się tutaj Kim Soo Hyun i Jung Il Woo. Tak wysoki poziom pojawia się w niewielu dramach, więc bez wątpienia właśnie tymi dwoma panami seria może się poszczycić. Historia zdecydowanie była interesująca i sprawiała, że nawet w przerwach od oglądania często o niej myślałam. Pomimo zwalniającej czasami do mozolnego tempa akcji, wszystko to było w miarę jednostajne i równomierne. Momentami może nudziło, ale zastój akcji zazwyczaj zwiastował ważniejsze i zdecydowanie bardziej dynamiczne wydarzenia w niedalekiej przeszłości. Nie wiem, czy będę chciała wrócić do serii, pomimo że tak mi się podobała. Historia bohaterów przedstawiona jest w 20 odcinkach, więc każdy fan dram wie, że jednak jest to sporo. Mimo wszystko będę naprawdę miło wspominać tę serię, a szczególnie ze względu na Jung Il Woo, co mogłabym podkreślać w nieskończoność. Dzięki niemu drama stała się dla mnie tym, na co czekałam i po raz kolejny plułam sobie w brodę, że wielokrotnie miałam ten tytuł obojętnie, a dopiero teraz wzięłam się za jego oglądanie. Serial zdecydowanie warty obejrzenia.

16 komentarzy:

  1. nie dawno skończyłam ją oglądać! Ach główny aktor grał rewelacyjnie uśmiałam się i to nie raz! mm chciałam o niej napisać ale hmm nie jestem dobra w recenzjach, a więc mm zawsze mogę ludzi do Ciebie odesłać ;D

    Wart obejrzenia!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem czemu ale po obrazku skojarzyło mi się z nowym filmem/dramą z Show Luo. :D Choć nie wiem czy bym po nią sięgnęła. ;|

    Tak ja też ich wielbię. :3 Tylko że to nie drama a film krótko metrażowy. ^^ Na końcu posta podałam linki do stron. ;)

    http://dorota-nevergiveup.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie na pewno obejrzę w najbliższym czasie :3

      Usuń
  3. Jakoś nie kręcą mnie takie dramy i raczej się za to nie zabiorę, ale innym życzę miłego oglądania ^___^

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta drama kukała na mnie z każdej strony, gdzie się nie obejrzałam to widziałam jej plakaty. W ogóle nie miałam pojęcia o czym ona jest, do teraz i chyba zacznę ją oglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie dokładnie tak samo. Non stop ją widywałam, a wciąż dokładałam wszelkich starań, by omijać ją z daleka.

      Usuń
  5. Raczej się nie skuszę, bo ostatnio zauważyłam, że nawet język koreański zaczął mnie odrzucać ;/ Nie wiem czemu T.T Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  6. Oglądałam tą dramę i bardzo, bardzo miło mi się ją oglądało. Niby kolejna drama kostiumowa, ale jakaś inna i ciekawie się oglądało.

    OdpowiedzUsuń
  7. fajnie, ze ją opisałaś. Mam tę dramę na oku już od dłuższego czasu, lubię te historyczne:) ale nie mogłam się jakoś zebrać żeby ją obejrzeć ( także za sprawą lakonicznego opisu fabuły ) teraz mnie zachęciła, pewnie po nią sięgnę:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Skusiłaś mnie, nie powiem. Chciałam tę dramę obejrzeć wcześniej, właśnie głównie ze względu na obsadę. Ogromnie jestem ciekawa roli Han Ga In. Poza "Bad Guy'em" oglądałam ją w kilku innych produkcjach i jestem ciekawa co dalej. Chociaż dwie koreańskie dramy historyczne na raz to dla mnie za dużo. Aktualnie jestem w trakcie oglądania "The Goddess od Fire Jung Yi" z główną rolą Moon Geun Yang i jak tak patrzę na obsadę to jednak Moon Geun Yang przekonuje mnie bardziej, niż Ga In. Zdecydowanie koreańska siostrzyczka ma u mnie pierwszeństwo. Ale po The Moon That Embraces the sun z pewnością jeszcze sięgnę. Zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi! Myślę że "The moon that embraces the sun jest warte obejrzenia" ~

      Usuń