sobota, 8 czerwca 2013

Wycieczka~

Hejka~! Na wstępie chciałabym podziękować za przemiłe komentarze pod ostatnim postem. Cieszę się, że tak wielu z was tutaj zagląda. Starałam się odpowiedzieć na wszystkie komentarze i ze sporą większością mi się to udało. Tematem dzisiejszej notki będą jednak relacje z 4-dniowej wycieczki, z której wróciłam wczoraj bardzo późnym wieczorem~.

Nawet moje ,,cudowne'' włosy załapały się w lewy dolny róg xD
Trasa wycieczki w początkowym planie obejmowała 3 noclegi w szklarskiej porębie, zwiedzanie poręby, Wrocławia i Pragi. Wielu z was pewnie jednak słyszało o powodziach, które dotknęły Czechy. Niestety jak zwykle wyszło szydło z worka dzień przed wycieczką i plan musiał zostać diametralnie zmieniony, no ale raz się żyje, czemu nie. Szkoda tylko, że wcześniej wymieniłam 1000 koron, a sprzedając je z powrotem straciłam jakieś 20 złotych...-_-''.



Ola&Nana

Tradycyjnie do głosu też musiał dojść mój pech do wycieczek. Wszędzie gdzie jadę autokar się spóźnia, albo nie przyjeżdża wcale. I tym razem nie było inaczej. Autokar spóźnił się prawie dwie godziny, ale w końcu wyruszyliśmy. Droga szła bardzo mozolnie, pogoda była brzydka, a wszyscy zamulaliśmy. Jednak po godzinie ta zagęszczona atmosfera zaczęła być całkiem przyjemna, a siedzący obok nas Piotrek zaczął z nami rozmawiać.  Zawsze podziwiałam ludzi czerpiących energię z rozmowy, poznawania ludzi i siedzenia z nimi, bo to jest kompletne przeciwieństwo mnie. Piotrek mówił bite 12 godzin drogi i ani razu nie zabrakło mu tematów do rozmowy. Było koszmarnie zimno, ale to nie ochłodziło naszych nastrojów i zapału do zabawy. Na jednym z przystanków w MCśmieciach próbowaliśmy zgarnąć dla Zuzy pudełko do hodowania mrówek, ale okazało się jednak, że wzięliśmy kompletnie nie to co trzeba i nasze starania skończyły się failem, bardzo dużym i głupim failem. Koło godziny 18 dotarliśmy w końcu na miejsce.
Mądra i Matylda



Na obiadokolacje potraktowali nas czymś naprawdę bliżej nieokreślonym. Ten dziwny mięsny twór przypominał pulpety, jednak mało kto podejmował się zjedzenia tego wynalazku. Po męczącej i dość mokrej od deszczu podróży wreszcie udaliśmy się do swoich pokojów a naszym jedynym marzeniem był sen. Niestety nie udało nam się, bo ni stąd ni zowąd w naszym pokoju oprócz nas trzech znalazło się 6 dodatkowych osób. No cóż, w kupie siła, a przynajmniej tak mawiają. Piotrek, który jest posiadaczem bardzo ładnych brązowych loczków stwierdził, że jest ciekawy, jak wyglądałby w prostych włosach. Jako że jedyna wzięłam ze sobą prostownicę, podjęłam się wyzwania i zaczęłam prostować mu włosy.


Trochę rozmazany, ale prostowłosy Piotrek
Rozmawialiśmy do późna, ale tak czy inaczej koło drugiej wypadało w końcu iść spać. Następny dzień okazał się jednak totalną klapą. Siedzieliśmy w autokarze zwiedzając zamki. Deszcz zaczynał padać akurat wtedy, kiedy chodziliśmy po dworze, i większość z nas zaopatrzona jedynie w cienkie tenisówki musiała skakać po kałużach. Same w sobie zamki były nie tyle ciekawe, co historie z nimi związane. Najpierw zaserwowali nam dolnośląski zamek Czocha, w którym zamurowano żywcem niemowlę, a żeby mąż mógł dostać się do łóżka ukochanej, musiał do niego zapukać nie używając ani rąk ani nóg, czyli wiemy czego. Jednak to, co działo się w drugim zamku, przeszło wszelkie wyobrażenia. Weszliśmy na salę, z ustawionymi krzesłami, w której mieliśmy oglądać film dotyczący owej budowli. Pani przewodnik nawijała chyba z milion lat, a w połowie filmu zwyczajnie usnęłam.Obudziłam się jakoś pod koniec i odruchowo rozejrzałam się po pomieszczeniu. Jak okazało się spały też kumpele z tego samego rzędu, większość osób za nami, a nawet nauczycielki na samym przodzie. Tego dnia jednak nudne zwiedzanie się na nas odbiło.



Po zjedzeniu kolejnych bliżej niezidentyfikowanych obiektów na kolacje wreszcie mogliśmy iść do pokoi. dostałyśmy jednak kompletnej głupawki i zaczęłyśmy bawić się w łapanie cukierków zębami w locie. Mnie udało się złapać pierwszej, później Marcie, a na końcu każda rzucała do każdej. Nie szło nam zbyt dobrze, a naszą ułomność uświadomił nam dopiero Szatan, który wpadł do naszego pokoju i złapał cukierka za pierwszym razem, i to bez pudła -_-''
Jeden z odpałów- mumifikacja koleżanki


To była jedna z najdziwniejszych nocy na tej wycieczce. Nie, jednak najdziwniejsza. Piotrek i Szatan, którzy nie mogli wrócić już do swojego pokoju musieli u nas zostać. Piotrek bardzo nieogarniętym tonem coś pomrukiwał i rozwalał się nie tylko na swoją część łóżka ale i na tą, na której spałam i ja i Ola. Nie wiem jakim cudem, ale na trzech naprawdę niedużych łóżkach zmieściło się 5 osób. Jedynym minusem jest to, że spałam na zsunięciu obu łóżek wpadając pomiędzy nie, więc do teraz bolą mnie od tego plecy. Ałć.

Nana wypróbowuje skoczność łózka :D
Następnego dnia czekało nas głównie łażenie po lesie. Założyłam swoje ukochane wiązane buty, które odmówiły mi posłuszeństwa w połowie drogi. Karkonoski park narodowy nie zostawił na nich suchej nitki, a zamek kompletnie odmówił posłuszeństwa, więc przez cały dzień poruszałam się jak ostatni bezdomny, z butem obwiązanym na kostce sznurówkami. Wyglądało to jakbym co najmniej nie miała piątek klepki, ale takie rzeczy przecież są w moim życiu na porządku dziennym. Marta i Matylda kompletnie się zgubiły, a obiad w restauracji był prawie że nie jadalny- to był naprawdę dziwny dzień.



Ostatnim dniem był wyjazd do Wrocławia, który wspominam bardzo miło. To pierwszy i ostatni dzień wycieczki, w który świeciło chociaż trochę słońca. Wszystko było piękne, poza ochrzanem, który dostaliśmy za spóźnienie się na miejsce zbiórki, no ale życie, życie!
Zuza i Piotrek



Kościół i ... znowu Piotrek!
Jednym z najlepszych aspektów Wrocławia była wegetariańska knajpa, której nazwy nie pamiętam, ale jedzenie było zdrowe, pyszne, było go dużo i było tanie! Czego chcieć więcej?

Mina Piotrka - bezcenna!
Gulasz z gorczycą, lazania ze szpinakiem i bakłażanem - mniam!
Na zakończenie pragnę dodać najlepsze zdjęcie wycieczki. Szatana-hipstera.. Różowy plecak Zuzy, fajka i kawa ze starbucksa! Iście hipstersko :D



Jak widać, wycieczka ta przywiozła ze sobą same derpowe zdjęcia i nikt z nas na ani jednym nie wyszedł normalnie. Po raz pierwszy nikt nie miał ochoty robić zdjęć, a jak już się zebraliśmy, to były one idiotyczne. Droga powrotna minęła trochę refleksyjnie. Głównie na przemyśleniach. Dzięki tej wycieczce całkowicie zmieniłam swoje relacje z kilkoma osobami i zyskałam naprawdę dobrego kumpla, a to chyba najważniejsze.
Tymczasem weekend, a w poniedziałek znowu powrót do szarej rzeczywistości. To były 4 piękne dni!

23 komentarze:

  1. wycieczki zazwyczaj są fajowskie ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta akurat mi się udała, bo byłam na kilku naprawdę beznadziejnych ;)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ja do tej pory nie przepadałam, ale sie przekonałam ^_^

      Usuń
  3. Wycieczki są genialne ^ ^ Na własną wgl nie chciałam jechać, jednak po tym co się na niej działo, stwierdzam, że bardzo bym żałowała mojej decyzji ;) Jesteś śliczna i bardzo fotogeniczna ^ ^ Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie lubię szkolnych wycieczek, a na te dłuższe niż jednodniowe w ogóle nie jeżdżę. Nie rozumiem, co zabawnego jest w tłuczeniu się dusznych autokarem w towarzystwie 50 krzyczących osób...
    Ale każdego bawi co innego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie przepadałam, do tej pory ;)

      Usuń
  5. Złośliwość rzeczy martwych. Ale to było błogosławione zaspanie. Bo Mushu to idealna postać na avatara. :))
    Jak wspaniale opisałaś cztery dni wycieczki, wczułam się. XD Uwielbiam właśnie takie wyjazdy, gdzie wszyscy są dla wszystkich mili, gdzie się wygłupia i robi dziwne rzeczy. <3 Dlatego właśnie nie mogę się doczekać liceum. (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie liceum jest jak do tej pory chyba najfajniejszym okresem w szkole. Trafiasz na ludzi w miarę ukierunkowanych, nauczyciele bardziej ludzko Cię traktują i w wielu przypadkach rozumieją, jest dużo mniej takiej gimnazjalnej złośliwości, przynajmniej u mnie w klasie ^_^

      Usuń
  6. Wycieczki są świetne :3 Szkoda,że mieliście takie kiepskie warunki, ale jak widzę i tak było fajnie :D
    Ta mumifikacja mnie rozwaliła XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warunki chyba tylko umocniły naszą chęć zabawy ^_^

      Usuń
  7. No nie, kolejna osoba, która była sobie na kolejnej, szkolnej wycicecze </3 Moje serce krwawi. Ja nie pojechałam nigdzie, chociaż miałam szanse zapisać sie na tygodniowy wyjazd do Bułgarii [rezygnacja z tego to moja najgorsza decyzja życiowa ever] i teraz siedze tylko w domu, bu.

    Widzę że było fajnie, bardzo pozytywna fotorelacja. A pech z autobusami znam... raz przez kierowce i jego sprzęt, wyjazd opóźnił nam się o 6 godzin :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaa 6 godzin, znam to:D Mnie raz autokar na koloniach do Hiszpanii zepsuł się na jakiejś bardzo dziwnej części francuskiego zadupia i czekaliśmy 12 godzin na następny :)

      Usuń
  8. Jak patrzę na te zdjęcia to widzę byłą klasę. Zazdroszczę Ci wycieczki, miło jest polepszyć kontakty z innymi i jak wspomniałaś zdobyć nowego kumpla ;)
    Co do warunków, walić je ! Najważniejsze, aby dobrze się bawić w świetnym gronie !!! :D

    Podoba mi się tu i zostanę na dłużej :)
    Jakbyś chciała to również zapraszam do siebie :
    http://destroyerofevil-elitamagow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat tak się składa, że to nie klasa, tylko wycieczka ta była zlepkiem wielu klas ze szkoły i to było bardzo fajne, bo pomimo wszystko bardzo się zgraliśmy tak jakbyśmy byli jedną klasą:)

      Usuń
  9. Tak czytam, czytam i się wczułam w tą Waszą wycieczkę. Fajna sprawa. Moja klasa również planowała wyjazd do szklarskiej, acz jest to bardzo blisko od nas i jakoś tak nie wyszło.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nie wyszło :C my do szklarskiej jechaliśmy prawie 12 godzin z postojami, więc w sumie prawie dwa dni nam zeszły na samą jazdę ;C

      Usuń
  10. Ależ ta wycieczka musiała być cudowna! Zazdraszczam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Też bym sobie pojechała na taką wycieczkę. Nawet jeśli pogoda byłaby taka kiepska. Ale chyba kiepskie jedzenie wycieczkowe należy do tradycji. Pamiętam, że zawsze gdzie jeździliśmy nam też podawano jakieś dziwne rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wycieczkowego jedzenia faktycznie chyba zazwyczaj strach sie bać :)

      Usuń
  12. Uwielbiam Wrocław ! <3 Jejku ja też gdzieś bym pojechała na szczęście zaczął się sezon i będzie można na cały dzień popłynąć na Hel. ^^

    http://dorota-nevergiveup.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń